2 LIGA: Kopacze Złapanki pierwszymi pogromcami No Name Team. Falstart United rzutem na taśmę zwycięża z Crazy Boys 24

Nikt nie może powiedzieć, że rozgrywki drugiego szczebla nie potrafią dostarczać prawdziwie piłkarskich emocji. Nie mówiąc już o strzeleckich festiwalach, gdzie gol pada za golem, lecz o atmosferze, której temperatura podwyższa się wraz z uciekającym czasem. Największą niespodzianką 15. kolejki z pewnością jest pierwsza w sezonie porażka lidera grupy A. No Name Team, mając zapewnione bezpieczne prowadzenie, ostatecznie wypuszcza je z rąk i na własne życzenie oddaje Kopaczom Złapanki. W iście nerwowych okolicznościach w ostatnich minutach szansę na punkty stracili Crazy Boys 24, ulegając w hitowym starciu grupy C Falstartowi United. Ponadto w grupie B mogliśmy obejrzeć kilka niezwykle wyrównanych starć, którym towarzyszyła walka łeb w łeb, a o finalnym wyniku zadecydowała konsekwencja oraz lepsza dyspozycja. W 15. kolejce 2 ligi każdy powinien znaleźć coś dla siebie, natomiast więcej o jej szczegółach już w podsumowaniu…

Grupa A:

FC Załęże – NASHIVKATOWICE  4:6 (2:4)

Z przytupem grupę A otworzyły dwie potyczki z udziałem międzynarodowych drużyn, które zgarnęły komplet punktów. W pierwszym sobotnim spotkaniu ukraińscy gracze, reprezentujący barwy NASHIVKATOWICE, po niełatwym boju pokonali FC Załęże. Początek zdecydowanie dla gości, gdyż po trzech minutach i golach Vadyma Moroza oraz Pavla Derkacha objęli dwubramkowe prowadzenie. Załęże rzuciło się do odrabiania strat i konsekwentnie szukało okazji, by dogonić rywala. Sztuka ta udała się dzięki trafieniom Mateusza Łągiewki w 11. minucie oraz Dariusza Schpenia w 18. minucie. Rywalizacja rozpoczęła się na nowo, a każda ze stron wciąż miała równe szanse, by przechylić szalę na swoją korzyść. Mocnym ciosem dla gospodarzy okazały się dwie sytuacje, które na bramki tuż przed końcem regulaminowego czasu pierwszej połowy zamienił najpierw Roman Balicki, a gwoździa do trumny wbił ponownie Moroz. Co więcej tuż po przerwie Derkach precyzyjnym uderzeniem podwyższył prowadzenie NASHIVKATOWICE. Rozbite szeregi Załęża musiały się jak najszybciej pozbierać i zmniejszyć rozmiary porażki. Sygnał do walki w 40. minucie dał Michał Bucior, lecz pięć minut później jego wyczyn powtórzył po raz trzeci Moroz. To już był nokaut dzielnie próbujących zmienić wynik gospodarzy. W 48. minucie jeszcze Wojciech Jaros pokusił się o wymierzenie kary oprawcy, ale ostatecznie wraz z kolegami musiał uznać wyższość lepiej dysponowanych Ukraińców. Mimo zwycięstwa NASHIVKATOWICE na siódmym miejscu, wciąż szczebel niżej od FC Załęża, do którego traci cztery punkty.

FC Wódka Juniors – F.C. Pawiak Sosnowiec  10:1 (4:1)

Drugim meczem, której jedna ze stron reprezentowana jest przez obcokrajowców to bezpośrednia potyczka w dole tabeli pomiędzy FC Wódką Juniors a F.C. Pawiakiem Sosnowiec. Po sensacyjnej wygranej gospodarzy z Golden Lions w zeszłym tygodniu można powiedzieć, że ich psychiczne morale poszły w górę i przełożyły się na kolejny weekend. Choć rywal nie był wymagający, to wrażenie może robić sam wynik, a FC Wódka postarała się, by był on imponujący. Dziesięć strzelonych bramek i tylko jedna stracona wyraźnie podkreślają, jak zmotywowani oraz pełni woli walki wyszli na murawę gospodarze. Cztery gole Mateusza Woźniaka, czy hat-trick Jamie’go Gonzaleza i Recepa Polata były najjaśniejszymi punktami sobotniego wieczoru. F.C. Pawiak nie miał nic do powiedzenia, honorówka zdobyta, lecz zabrakło szczęścia i zwyżki formy. Formy, której tak długo szukali przeciwnicy. Aż w końcu ją znaleźli, dzięki czemu mogą cieszyć się z drugiego z rzędu triumfu w sezonie.

FC Dream Team  – Dziki Ligota  8:3 (5:1)

Po małych przeszkodach napotkanych na drugoligowej drodze FC Dream Team może cieszyć się z powrotu na schody podium. Rywal był zdecydowanie w zasięgu ręki, wystarczyło wyjść na murawę i rozegrać czyste od błędów spotkanie, by złapać pewne trzy oczka. Cel został zrealizowany, czystego konta niestety nie udało się zachować, lecz najważniejsze, że od pierwszych minut gospodarze narzucili swoje warunki gry i jak przystało na faworyta oczekiwań kibiców nie zawiedli. Dziki nieco ostrzej uderzyły w drugiej części zawodów, co przyczyniło się do wyrównanej walki. Koniec końców nie uciekły przed przeznaczeniem. Pięć bramek Karola Kowalczyka bezapelacyjnie nagrodziły go tytułem zawodnika meczu. Obok niego tym wyróżnieniem mógł się pochwalić również Kacper Piorun, autor dwóch trafień i dwóch asyst. Dziki Ligota okupują przedostatnie miejsce, a FC Dream Team znów kosztuje smaków przy stole pierwszej trójcy.

FC Internationale – Golden Lions  4:2 (2:1)

Zły start w rundę wiosenną, zakończony bolesną wpadką z FC Wódką Juniors, „Złote Lwy” próbowały zatuszować konfrontując się z FC Internationale. Był to niezwykle interesujący mecz, tym bardziej że obie ekipy zajmowały miejsca w tabeli bliskie względem siebie i wygrany tej pary mógł powędrować szczebel wyżej. Od pierwszych minut sędzia mógł być świadkiem zaciętego boju, gdzie walka toczyła się na każdym skrawku boiska. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze po golu w 6. minucie Sviatoslava Kantytskyi’ego. Tyle samo czasu potrzebował Mateusz Orzechowski, by doprowadzić do wyrównania. Szybka wymiana piłek potęgowała emocje wydarzenia, zaś grymasy na twarzach odzwierciedlały niewykorzystane sytuacje. Szczęście dopisało FC Internationale pod koniec pierwszej połowy, gdy Andrii Dzoba idealnie znalazł futbolówce drogę do siatki. Skromne prowadzenie do przerwy, tuż po niej skwitował ponownie Orzechowski nie pozwalając rywalom na przejęcie pałeczki. Remis motywował gości do jeszcze cięższej pracy w każdym sektorze placu gry, lecz trzy minuty przesądziły o ostatecznych losach spotkania. Drugie trafienie Dzoby w 33. minucie oraz Tarasa Khalaka w 35. minucie pogrzebały wszelkie nadzieje „Lwów” na uzyskanie korzystnego rezultatu. Oczywiście bitwa toczyła się nadal, jednakże zwarta defensywa gospodarzy powstrzymywała wszelkie ataki konkurenta, wobec czego FC Internationale wedle zapowiedzi powędrowało szczebel wyżej, górując nad Golden Lions tylko o jedno oczko.

No Name Team – Kopacze Złapanki  3:4 (2:0)

Prawdziwe emocje sięgające zenitu dostarczyli nam podczas niedzielnego starcia zawodnicy No Name Team i Kopaczy Złapanki. Faworytem bez wątpienia byli liderzy grupy A, którzy spotkanie rozpoczęli wedle planu obejmując dwubramkowe prowadzenie do przerwy, po golach kapitana zespołu – Marcela Posta. Jednak nikt w najśmielszych wyobrażeniach nie przewidziałby scenariusza drugiej części gry, tworzącej wraz z upływającym czasem istną dramaturgię. To był mecz Posta, który swój bramkowy dorobek powiększył o asystę wykorzystaną w 31. minucie przez bramkostrzelnego Patryka Wojdę. No Name Team miał zwycięstwo w kieszeni, trzy punkty wzmacniały „czerwoną” ekipę na fotelu lidera, lecz nagle balonik pewności siebie pękł natychmiastowo wypuszczając z niego powietrze. Prowodyrem sytuacji, mającej niesamowite znaczenie w dalszych losach pojedynku, był Daniel Mironenko. Bramkarz Kopaczy nie tylko ośmielił się w 37. minucie zdobyć bramkę kontaktową, ale także chwilę później asystować przy golu Mikołaja Poloka. Goście niczym feniks z popiołu odrodzili się na nowo i ze zmianą nastawienia rzucili się do odrabiania strat. Nie mając nic do stracenia odsłonili wszelkie karty, a podjęte ryzyko zaczęło przynosić owoce. W 43. minucie Damian Śmiałek wyłożył idealnie piłkę Piotrowi Grajkowi, gdzie ten nie zwykł marnować takich szans. Atmosfera „hetmanowskiej” klatki podgrzała się jeszcze bardziej, gdy Śmiałek ponownie staje się bohaterem akcji, którą w 47. minucie zwieńcza po raz drugi Polok. Szok i niedowierzanie rysowało się na twarzach gospodarzy, którzy próbowali ratować się z opresji, lecz zabrakło szczęścia oraz czasu, by wywalczyć choćby remis. No Name Team miał triumf w garści, lecz chwila rozluźnienia sprawiła, że popełnione błędy kosztowały podopiecznych Posta utraty cennych oczek, a w efekcie zaznania pierwszej porażki w sezonie. Pomimo wpadki najwyższe miejsce podium wciąż nienaruszone, ale zagrożenie, jakie pojawiło się ze strony Falconsów, mających identyczną ilość punktów, z pewnością spędza No Name Team sen z powiek. Kopacze z kolei podbudowane sensacyjnym wyczynem powędrowały na piątą lokatę i z nadzieją utorowały drogę w stronę ligowego podium.

Falcons – KM Katowice  5:2 (1:0)

Falcons, znając wynik pojedynku No Name Team, do swojego meczu podeszły z pełnym zaangażowaniem, bowiem stawką było odzyskanie tronu grupy A.  KM Katowice był zespołem w zasięgu ręki, ale sugerując się losami poprzedników, „Sokoły” nie mogły sobie pozwolić na zgubienie punktów. Od pierwszych minut postawiły na zrównoważony futbol budując rozważne i składne akcje, niejednokrotnie zakończone próbą strzału na bramkę rywala. Dopiero w 22. minucie sztuka pokonania golkipera KMu udała się Mateuszowi Barańskiemu, dzięki czemu gospodarze schodzili do szatni ze skromnym prowadzeniem. Taki stan rzeczy nie gwarantował zwycięstwa, wszakże pomagał w tworzeniu bardziej ofensywnych sytuacji. Gdy w 32. minucie Dawid Wolnica zmieścił piłkę w siatce, a tuż po nim Barański powiększa rezultat, „Sokoły” mogły odetchnąć z ulgą i odważniej zaatakować. Choć przewaga była już spora, do końca meczu pozostało niewiele czasu, to mając w pamięci horror No Name Team nic nie było jeszcze przesądzone. Falcons od początku grali konsekwentnie minimalizując błędy w defensywie oraz odpierając potencjalne zagrożenia ze strony katowickiego teamu. Bezpieczeństwo przyniósł w 38. minucie Jacek Sobczak, a trzecia bramka Barańskiego przypieczętowała wywalczony triumf. Wprawdzie KM wybudził się z letargu w samej końcówce, gdy dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Michał Boluk, niemniej jednak Falcons ze swojej misji wzorowo się wywiązali, cel zrealizowali i jedną nogą zbliżyli się do odzyskania korony.

Club Ju Internationals – pauza

Tabela 2 Liga Grupa A – Sezon 2021/2022

PozycjaKlubMZRPBZBS+/-PKTSeria
12118211713613556
W W W W
2201811141538855
W W W W
3201523100643646
W W W W
4211326124754941
W P W P
5201217106545237
P W W W
62010377773433
W W W W
720101910099131
W P P P
820821076651125
P W P P
92173117585-1024
P P W W
1020611364116-5217
R W P P
1121301841134-937
P P P W
1220211740115-755
P P P P
1320011938184-1461
P P P P


Grupa B:

PKS Gołąb Ławki – MKS Balkony II  10:2 (4:0)

O tym, że futbol potrafi być przewrotny przekonali się zawodnicy PKSu Gołąb Ławki i rezerw MKSu Balkony. W poprzedniej kolejce „Gołębie” musieli uznać porażkę z Ligotą Phoenix, z kolei Balkony dosadnie rozgromiły drugi skład Scousers. Teraz dwóm ekipom przyszło skrzyżować miecze w bezpośredniej walce, którą na swoją korzyść rozegrali mysłowiczanie deklasując rywala 10:2. MKS nie potrafił powstrzymać zmasowanych ataków gospodarzy, co przekładało się na tęgie lanie. PKS wynosząc wnioski z minionego weekendu tym razem od pierwszych minut wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności konsekwentnie realizując plan. Każdy z piłkarzy wpisywał się na listę strzelców, a trzykrotnie znalazł się na niej Bartosz Jasiulek. „Gołębie” wracają na utracone podium, by z trzeciego schodka włączyć się do walki o prym. MKS Balkony II niestety na chwilę pocieszył się miejscem w pierwszej trójce i do następnej potyczki przystąpi z czwartej lokaty.

FC Astronauts – CAR LAB Ogniem i Szklanką  5:8 (2:1)

W niełatwej batalii przyszło zmierzyć się ekipie CAR LAB Ogniem i Szklanką z FC Astronauts. Faworytem tego dnia byli goście, którzy po pierwszej połowie niespodziewanie musieli uznać minimalne prowadzenie „Astronautów”. Dość ostrożny początek w wykonaniu obydwu zespołów musiał zwiastować wymianę ciosów w drugiej części gry. Z przytupem rozpoczął ją CAR LAB doprowadzając do wyrównania, a następnie przechylenia szali na swoją korzyść. Taki obrót sprawy jedynie rozwścieczył gospodarzy, którzy zaatakowali z podwójną siłą, w efekcie wyszarpując w 32. minucie po raz kolejny prowadzenie. Przyjezdni z Rudy Śląskiej nie mając nic do stracenia zagrali va banque. Jakub Opawski oraz Jędrzej Bakalarz w głównej mierze dźwignęli grę zespołu na swoje barki i zaserwowali nam koncert wrażeń, strzelając po dwie bramki dające w efekcie ostateczne zwycięstwo. Do puli trafienie dołożył również Mateusz Garbocz, który asystą do Opawskiego w 49. minucie sfinalizował ten pełen dramaturgii sobotni wieczór. CAR LAB Ogniem i Szklanką dzięki charakterowi nie złożyli broni i do ostatniej kropli potu walczyli o punkty dające im piąte miejsce. Nie można odmówić woli walki „Astronautom” mających w tym wydarzeniu swoje dobre chwile. Ryszard Domagała nieraz był postrachem defensywy gości, a jego postawa zwieńczona hat-trickiem z pewnością napędzała kolegów do jeszcze bardziej wytężonej pracy.

Finimindo – Wybrzeże Klatki Schodowej  3:6 (2:3)

Nieudany start w drugą część sezonu nie tylko osłabił morale Wybrzeża Klatki Schodowej, ale przede wszystkim zwiększył przepaść pomiędzy liderem. Spotkanie z ostatnim w tabeli Finimondo było szansą i okazją, by zmazać porażkę oraz wrócić na właściwe tory. Choć mecz rozpoczął się fatalnie dla piłkarzy WKS, bo już w 2. minucie Jakub Wojciechowski dał prowadzenie gospodarzom, to chwilowy błąd wkrótce został naprawiony. Bramki Dawida Szewczyka, Marcina Rosickiego i Jakuba Czarnucha po kwadransie gry napełniły optymizmem kadrę gości. Wojciechowski tuż przed przerwą ponownie spróbował ośmieszyć defensywę przeciwnika pozostawiając Finimondo w grze. Druga transza była popisem współpracy duetu Szewczyk – Robert Sega. Dwa gole Szewczyka i jedno trafienie Segi jednoznacznie wyłoniły zwycięzcę tej pary. W międzyczasie jeszcze jedną bramkę Finimondo zapewnił Bartosz Osypiński, lecz to byłoby na tyle ze strony gospodarzy. Wybrzeże Klatki Schodowej z dobrymi nastrojami powraca na krzesło wicelidera, lecz ze świadomością, iż konkurencja nie próżnuje i każdy błąd szybko może zweryfikować ligowe podium.

Scousers II – Tokyo Drift  4:3 (1:1)

Emocji na wysokim poziomie nie zabrakło w konfrontacji rezerw Scousers z Tokyo Drift. Goście od dłuższego czasu szukają punktów, lecz bliżsi ich zdobycia po trzech minutach byli „Żółto-czerwoni” za sprawą Konrada Gołuszki. Tokyo pomimo słabszej formy słynie z waleczności i podobnie było podczas tego starcia. Odpieranie ataków gospodarzy przynosiło efekty, a gol Wojciecha Kuli w 18. minucie doprowadził do wyrównania. Przebieg sytuacji dawał przyjezdnym nadzieje na ugranie upragnionych punktów, co też było widać w dalszym losach widowiska. Wymianę ciosów w 30. minucie rozpoczął Michał Krawczyk dając prowadzenie Scousers. W 35. minucie szybkiej odpowiedzi udziela Arkadiusz Leja, którego ripostuje w 42. precyzyjnym uderzeniem Krzysztof Konarzewski. Tokyo nie dawało za wygraną, czego dowodem była bramka Daniela Żmudy. Czas biegł nieubłaganie, a na murawie można było poczuć zwiększoną temperaturę widowiska. Kropkę nad „i” w 47. minucie postawił Mateusz Słotosz zdobywając gola na wagę złota. Trzy cenne oczka trafiły w ręce Scousers II zajmujących na chwilę obecną szóste miejsce. Gromkie brawa należą się zawodnikom Tokyo Drift za dzielną walkę do samego końca i zapewnienie nam niesamowitej dawki wrażeń.

FC Eagles – Futsal Team  4:6 (2:5)

Pokaz świetnego futbolu zagwarantowały nam zespoły ostatniego starcia grupy B, podczas którego FC Eagles skrzyżowało szable z sąsiadującym w środku tabeli Futsal Team’em. Pierwsza odsłona zdecydowanie zdominowana przez gości, aczkolwiek to „Orły” już w 2. minucie objęły prowadzenie. Dopiero po dziesięciu minutach swoje szanse zaczął wykorzystywać Futsal Team. Dwa trafienia Łukasza Bartola, Mateusza Stasia i jedno Adama Śmiłowskiego sprawiły, że bliżej uniesienia pięści w geście triumfu byli goście. Tuż przed przerwą bramkowy koncert zamknął Piotr Oracz. W drugiej części gra była już wyrównana, Futsal Team skupił się na obronie wyniku, uniemożliwiając rywalowi ruchy stwarzające zagrożenie. Bezpieczny stan został zakłócony w 45. i 47. minucie po kolejnych dwóch golach Oracza. Lecz goście konsekwentnie trzymali rękę na pulsie, a skompletowany w międzyczasie hat-trick Bartola nie pozostawiał cienia wątpliwości, kto z tego starcia wyjdzie obronną ręką. Futsal Team odnosi czwarte z rzędu zwycięstwo premiujące drużynę na siódmym miejscu, tuż nad FC Eagles.

S.W.i.P. Katowice – FC Sporting Zabrze (przełożony)

Ligota Phoenix – pauza

Tabela 2 Liga Grupa B – Sezon 2021/2022

PozycjaKlubMZRPBZBS+/-PKTSeria
1201802113338054
W W W W
2211443135657046
W W W W
320131688592940
P W W W
421114683661737
R R P P
5201127103515234
P W P W
62110388085-533
P W R W
7209477679-329
P R P P
820911097742328
P W W P
9208488185-428
P P P W
10208399395-227
R P W W
1121421558105-4714
P P W P
1220131664174-1106
R P R P
1320011966166-100-1
P P P P


Grupa C:

Nam Strzelać Nie Kazano – FC Gwiazda Borki II  4:12 (1:6)

Sześć minut wystarczyło, by pozwolić rezerwom Gwiazdy Borki nabrać wiatru w żagle i przejąć pałeczkę w potyczce przeciwko Nam Strzelać Nie Kazano. Gwiazda od początku narzuciła rywalowi swoje warunki gry, okraszając składne akcje wysoką skutecznością. Hat-tricki Henryka Szymańskiego, Oktawiusza Rudka, czy Michała Raczyńskiego pokazały sobotniego wieczoru prawdziwą formę drugiego składu Dawida Zborowskiego. Sam Zborowski dwukrotnie pokonywał golkipera drużyny gospodarzy, dodatkowo na swoje konto dopisał trzy asysty. Po drugiej stronie barykady dwoma golami popisał się Krystian Strózik. Mimo pokaźnego zwycięstwa Gwiazda Borki II nadal zajmuje środek tabeli, a Nam Strzelać Nie Kazano niestety ją zamykają.

Victoria Katowice – Bonito Murcki  0:14 (0:5)

Cztery bramki i dwie asysty Kamila Rekowskiego oraz gol i pięć asyst Ariela Kowalskiego uczyniły z graczy zawodników meczu, podczas którego Bonito Murcki bezlitośnie rozbiła katowicką Victorię 14:0. Do notesu z trafieniami między innymi hat-tricka dorzucił jeszcze Bartłomiej Mączka. Faworyt tej pary był tylko jeden i Bonito zawieść nie mogło. Co prawda na pierwszą piłkę w siatce musieliśmy czekać prawie kwadrans, ale gdy już worek się otworzył reszta była kwestią czasu. Jak przystało na lidera Bonito klasę pokazało, a przy tym zaserwowało sobie strzelecki trening przez następnym spotkaniem.

Biksa – Max Elektro Team  3:5 (2:3)

Wysoko poprzeczkę Max Elektro Team w niedzielny wieczór podniosła Biksa grając w pierwszej połowie jak równy z równym z wyżej notowanym oponentem. Już strzelona w 2. minucie bramka Pawła Małopolskiego mocno zaskoczyła gości, którzy nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. Spokój i budowanie składnych ataków pozycyjnych nieraz pomagały Max Elektro wyjść z opresji. Dzięki doskonałemu przeglądowi gry bramkarza przyjezdnych, Marcina Sularza, Max Elektro nie tylko zdołało zremisować, ale również objąć prowadzenie. Na listę strzelców w 13. minucie trafił Patryk Bawołek, a w 23. Dawid Buczyński. Lecz Biksa nie zamierzała zwalniać tempa i w 24. minucie przyszykowała kolejną niespodziankę w postaci uderzenia Marka Piernikarczyka. Dobre nastroje gospodarzom tuż przed przerwą odebrał Kamil Korus, dając tym samym bardzo ważne prowadzenie swojej ekipie. W drugiej połowie Biksa nie zamierzała odpuszczać i z równie mocnym akcentem, po bramce Adriana Piernikarczyka, rozpoczęła kolejną część tej wymiany ciosów. W 31. minucie Sebastian Kuchta, wykorzystując asystę Witolda Ragana, przechyla szalę na korzyść Max Elektro. Bitwa zbierała żniwa, a wylane krople potu oraz żółte kartki ostatecznie zostały przyćmione ponowną asystą Ragana zwieńczoną golem Konrada Niedbały przypieczętowującym triumf drużynie gości. Max Elektro Team dzielnie walczy o ligowy prym, w przypadku Biksy musi wystarczyć dziewiąta lokata.

KS Silesia II Katowice – FC Burgut  0:10 (0:3)

Szósty czempionat z rzędu premiuje FC Burgut na szóste miejsce tabeli. Kolejny wysoki pogrom, tym razem rezerw Silesii Katowice 10:0, sprawia, że goście stają się nie lada zagrożeniem dla zespołów z czołówki. A z Hassanem Xamidovem w składzie, który tego dnia zaaplikował rywalom hat-tricka i zanotował dwie asysty, walka o najwyższe cele może być realnym marzeniem.

Falstart United – Crazy Boys 24  2:1 (0:1)

Hitem grupy C niewątpliwie było starcie Falstartu United z Crazy Boys 24. Obie drużyny walczą o drugoligowe podium i ten bezpośredni pojedynek z pewnością w perspektywie czasu mógł zaważyć na ich losach. Po pierwszym gwizdku sędziego zawodnicy stworzyli nam arenę prawdziwie walecznego spektaklu. W 10. minucie Paweł Pluszke dał prowadzenie Crazy Boys, które utrzymali do przerwy. Skromna, jednobramkowa przewaga jednak nie gwarantowała trzech punktów, dlatego żaden z zespołów nie zamierzał odpuszczać i zaprzestawać na atakach. Mnóstwo wylanych kropel potu, pokazy determinacji, szybkiej wymiany piłek oraz udanych interwencji bramkarzy podgrzały wraz z uciekającym nieubłaganie czasem atmosferę widowiska. Piłka nożna, nawet w amatorskich ligach szóstek, pamięta niesamowite spotkania i powroty. Powroty, w których jedna z ekip na tyle wierzy w zwycięstwo, że walczy o nie do końca. Tej niedzieli Falstart zagrał va banque. Bramka Krystiana Kubata w 45. minucie nie tylko zmieniła wynik na 1:1, ale co najważniejsze przywróciła nadzieje. A te w 49. minucie rzutem na taśmę w zuchwałym stylu przeciwnikowi odebrał Piotr Jesionek, wyrywając „Szalonym Chłopcom” z rąk jakże cenny laur. Pomimo klęski CK24 nadal na czwartym miejscu, lecz tylko z jednym oczkiem przewagi względem swojego oprawcy.   

Energia United – PKS Katoszony  0:5 (walkower)

Vestra Vesteris – pauza

Tabela 2 Liga Grupa C – Sezon 2021/2022

PozycjaKlubMZRPBZBS+/-PKTSeria
12017121474710052
W W W W
2201523115684747
W W W W
3211434126537345
W P P W
4191171143737040
W P W W
5191225117694838
P W R W
619937127656230
R P P W
720621275134-5920
P P R W
82062128796-919
P P P P
919601359138-7918
W W W P
1020101943161-1183
P P P P
1120011958209-1511
P P P P
1219111710366370
W P P P
13124084465-210
P P P P