2 LIGA: Max Elektro Team gubi cenne punkty. Kolejka pełna zwrotów akcji

Jedna z najlepszych kolejek drugoligowych pojedynków. Nie zabrakło w niej niczego, a emocje, jakie dostarczyły nam drużyny sięgnęły apogeum. Zwłaszcza w grupie C, gdzie losy każdego spotkania ważyły się do ostatnich minut. Przekonała się o tym Vestra Vesteris cudem remisując z FC Burgut oraz przekonało się o tym Max Elektro Team walcząc do ostatniego tchu z Silesią II Katowice. W pozostałych grupach hektolitry wylanych kropel potu zostawili na murawie chociażby Falconsi, czy zawodnicy Club Ju Internationals, Ligoty Phoenix i Wybrzeża Klatki Schodowej biorąc udział w morderczych starciach o komplet oczek. Po raz kolejny drugoligowcy udowadniają, że poziomem nie ustępują wyższym szczeblom Katowickiej Ligi Szóstek i także potrafią zaserwować widzom rewelacyjne widowiska pełne mocnych wrażeń. Zresztą przekonajmy się sami zapoznając się z podsumowaniem 16. kolejki…

Grupa A:

F.C. Pawiak Sosnowiec – FC Internationale  2:11 (0:7)

Jednostronnym zwycięstwem 11:2 FC Internationale zakończyło swój sobotni występ z F.C. Pawiakiem Sosnowiec. Gdy w 6. minucie Andrii Dzoba rozwiązał strzelecki worek, reszta bramek była już tylko kwestią czasu. Goście kontrolowali tempo gry narzucając rywalom własne warunki. Trzy pewnie skompletowane punkty podrzuciły ekipę na siódme miejsce. Hat-trickiem popisał się Vasyl Dmytriv, dwie bramki i dwie asysty zanotował Roman Ischuk, z jednym trafieniem i czterema asystami do notesu sędziego wpisał się  Chingiz Veliev, z kolei wspomniany Dzoba ukończył mecz z dwoma golami. Mocny skład obcokrajowców z wiarą i nadzieją mierzy w górną część tabeli. Droga na szczyt jest długa, ale w piłce nożnej wszystko jest możliwe.

NASHIVKATOWICE – Falcons  4:6 (3:4)

Nie lada orzech do zgryzienia miały „Sokoły” wyrywając NASHIVKATOWICE ciężko wywalczone punkty. Żadna ze stron nie zamierzała odpuszczać, a wojenny kurz ani przez minutę nie opadał. Od pierwszych minut mogliśmy obejrzeć ofensywny futbol w wykonaniu obydwu zespołów, co skutkowało częstym wyciąganiem piłek z siatki. Do przerwy Falcons objęli minimalne prowadzenie, lecz jeszcze niczego nie gwarantujące. Dramaturgię podniósł gol Vadyma Moroza doprowadzający do wyrównania. Goście chcąc myśleć o zwycięstwie musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i do ostatniego gwizdka sędziego zdominować każdy skrawek murawy. Wola walki przyniosła efekty w 41. i 44. minucie, gdy z podań Patryka Rotuskiego skorzystali Mateusz i Damian Barańscy. Dwoma bramkami Falcons postawili podwójną kropkę na „i”, dzięki czemu ciągle pozostają w grze o mistrzostwo grupy A. Damian Barański w ogólnym zestawieniu strzelił dwa gole, tyle samo trafień plus asystę dołożył Patryk Maroń, a jako pierwszy do siatki piłce drogę odnalazł wspomniany Rotuski. NASHIVKATOWICE można pogratulować niezłomności, jednakże w lepszej dyspozycji tego dnia były „Sokoły”.

Kopacze Złapanki – Club Ju Internationals  3:5 (0:3)

Dramatyczny scenariusz przygotował nam pojedynek Kopaczy Złapanki z Club Ju Internationals. Po pierwszej połowie, której bohaterem był zdobywca hat-tricka – Temur Nabijonov – Club Ju Internationals zszedł do szatni z teoretycznie pewnym w dłoni zwycięstwem. Mając w pamięci zeszłotygodniowy sukces, w postaci triumfu nad No Name Team, Kopacze Złapanki również tego wieczoru wrócili do gry, by odrobić straty. Hat-trick Mikołaja Poloka w ciągu pierwszych dziesięciu minut drugiej odsłony szybko przywrócił Kopaczom nadzieje na uzyskanie korzystnego rezultatu. Widowisko wskoczyło na wyższy poziom, a emocje sięgnęły zenitu. Jednak na wszelkie brawa i tytuły zasłużył niezawodny Nabijonov, który bramkami w 48. oraz 49. minucie przechylił szalę na swoją korzyść i dał cenne punkty ekipie Club Ju. Po dwóch porażkach goście znów przybliżyli się do ligowego podium tracąc oczko do trzeciego FC Dream Team. Kopacze Złapanki na piątej lokacie muszą wyciągnąć wnioski i poprawić grę w strefie defensywnej, gdyż błędy zmniejszyły szansę na powodzenie.

Dziki Ligota – No Name Team  1:10 (1:3)

No Name Team zgodnie z przewidywaniami pokonał bezapelacyjnie Dziki Ligota 10:1. Ostatnia wpadka z Kopaczami Złapanki sprawiła, że ekipa Marcela Posta straciła cenne punkty niezbędne w walce o mistrzostwo grupy A. Zawodnicy musieli jak najszybciej zapomnieć o minionym weekendzie i do potyczki z niżej notowanym rywalem przystąpić w maksymalnym skupieniu. Choć po dwóch minutach i bramce Macieja Kroka w powietrzu znów poczuliśmy chwilową konsternację. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jak fakt, że goście potrzebowali dwudziestu minut, by doprowadzić do wyrównania. Tego ważnego gola, jak się potem okazało otwierającego worek z bramkami, zdobył Dawid Buchta. Gdy do przerwy padły kolejne dwa trafienia NNT mógł odetchnąć z ulgą. Druga transza to całkowita dominacja gości, którzy kontrolowali tempo meczu i skutecznie karcili zawodników z Ligoty. Najbardziej wyróżniającym się graczem górującego w grupie A zespołu był Paweł Pisarczyk, strzelając dwie bramki i notując dwie asysty. Po dwa trafienia między innymi dołożyli również Grzegorz Nguyen-Khac oraz Patryk Wojda.

Golden Lions – FC Załęże  3:3 (1:1)

Niezwykle interesujący bój stoczyli między sobą “Złote Lwy” z FC Załężem. Na pierwszą bramkę czekaliśmy jedenaście minut, gdy piłkę do siatki skierował Dariusz Schpeń. Golden Lions udzielili szybkiej odpowiedzi w postaci trafienia Mateusza Orzechowskiego i po kwadransie gry na tablicy wyników widniał remis. Ten stan utrzymał się do przerwy, a po niej drużyny rzuciły się do jeszcze bardziej zmasowanych ataków. W 34. minucie Sebastian Raszyk przywrócił prowadzenie gościom, które w 44. minucie zniwelował Marek Gnatiuk. Ostatnie pięć minut to kolejna wymiana ciosów wraz z towarzyszącą im nerwówką. W 45. minucie dochodzi do głosu Oskar Chałupka, dzięki czemu FC Załęże po raz trzeci w tym spotkaniu obejmuje przewagę. Przyjezdni odliczali z niecierpliwością czas skutecznie się przy tym broniąc przez najazdami Golden Lions, aż w końcu Orzechowski ponownie wpisuje się na listę strzelców rzutem na taśmę wyrywając z rąk triumf rywalowi. Spoglądając na tabelę FC Załęże na miejscu szóstym, Golden Lions okupują dziewiątą lokatę.

KM Katowice – FC Dream Team  2:11 (1:4)

Trzecim laurem z rzędu kończy występ młodzież z FC Dream Team po potyczce z KM Katowice. Choć po dziesięciu minutach gospodarze, przy stanie 2:1 dla gości, stawiali skuteczny opór, to kolejne trafienia wyżej notowanego rywala zmieniły tory tego spotkania. Po zmianie stron FC Dream Team bezapelacyjnie był ekipą lepszą i przede wszystkim jeszcze bardziej skuteczniejszą. Główna w tym zasługa Kacpra Pioruna, który prócz trzech asyst zakończył swój występ z czterema bramkami. Obok niego dobrymi statystykami może pochwalić się Daniel Albrecht, autor dwóch trafień i dwóch asyst. FC Dream Team wzmocnił się na trzecim miejscu, lecz chłopaki mają już tylko jeden punkt przewagi nad Club Ju Internationals. KM Katowice natomiast na dziesiątym stanowisku.

FC Wódka Juniors – pauza

Tabela 2 Liga Grupa A – Sezon 2021/2022

PozycjaKlubMZRPBZBS+/-PKTSeria
12118211713613556
W W W W
2201811141538855
W W W W
3201523100643646
W W W W
4211326124754941
W P W P
5201217106545237
P W W W
62010377773433
W W W W
720101910099131
W P P P
820821076651125
P W P P
92173117585-1024
P P W W
1020611364116-5217
R W P P
1121301841134-937
P P P W
1220211740115-755
P P P P
1320011938184-1461
P P P P


Grupa B:

Tokyo Drift – PKS Gołąb Ławki  4:8 (1:4)

Faworytem jedynego sobotniego spotkania grupy B była drużyna PKSu Gołąb Ławki, która bez problemu wywiązała się ze swej roli pokonując Tokyo Drift. Dwie bramki Bartosza Jasiulka w ciągu pierwszych czterech minut gry dały gościom psychologiczny komfort oraz pewność do jeszcze odważniejszych ataków w pole karne przeciwnika. Bezpieczne prowadzenie do przerwy odrobinę rozluźniło szeregi “Gołębi” w drugiej części wydarzenia. Jedną z domen Tokyo jest waleczność, a tą po przerwie zademonstrowali gospodarze tocząc bój jak równy z równym. Mimo wyrównanej gry Tokyo nie potrafiło odrobić strat wobec trzymających rękę na pulsie rywali. PKS Gołąb Ławki nieustępliwie depcze po piętach wyżej usadowionym konkurentom, lecz musi zważać na niższe szczebla, bo CAR LAB i Futsal Team również postanawiają się włączyć do gry o tron.

MKS Balkony II – Ligota Phoenix  6:7 (3:1)

Najciekawszym starciem grupy B była konfrontacja MKSu Balkony II z Ligotą Phoenix. Goście przystąpili do rundy wiosennej z zamiarem odzyskania utraconych jesienią punktów i z takim nastawieniem przygotowali się na rywalizację z MKSem. Balkony nie zamierzały oddawać meczu bez walki, co udowodniły już w 1. minucie po strzale Dawida Palembasa. Ligota szybko otrząsnęła się z zaskakującego uderzenia odpowiadając golem Roberta Kubata w 6. minucie. Gospodarze nie przejmując się straconą bramką powrócili do realizacji swojego planu. Trafienie Patryka Koschnego w 11. minucie dało prowadzenie MKSowi, a strzał Tyberiusza Serwickiego tuż przed przerwą stawiał jego drużynę w roli faworyta. Feniks nie bez znaczenia pojawił się w herbie Ligoty, która nieraz udowadniała, że potrafi wychodzić z opresji. Popełnione w pierwszej połowie błędy jeszcze nie decydowały o wszystkim, dlatego też goście po przerwie ruszyli do odrabiania strat. Zmiana nastawienia widoczna była od razu, gdy w ciągu trzech minut Grzegorz Waleriańczyk i dwukrotnie Kubat przechylają losy spotkania na własną szalę. W 33. minucie Palembas doprowadza do wyrównania, a wynik ponownie stał się otwartą kwestią. W powietrzu można było poczuć unoszącą się dramaturgię oraz nerwówkę, co tylko wzmocniło wydźwięk tego jakże emocjonującego widowiska. Ofensywna strategia „Feniksów” z upływem czasu znajdowała swoje efekty w postaci kolejnych trzech bramek, których autorami byli: Paweł Mrukwa, Grzegorz Gawlik i po raz czwarty Kubat. Po czterdziestu pięciu minutach w niesamowitych okolicznościach Ligota notuje comeback odrabiając straty z pierwszej części meczu, a teraz zwiększając znacznie przewagę nad rywalem. MKS Balkony II próbował walczyć do końca, ale zabrakło szczęścia i przede wszystkim czasu, by bramki Mateusza Simona i Piotra Kolebacza mogły coś zmienić. Ligota Phoenix, mimo pokonania 7:6 drugiego składu Balkonów, goni okazje za okazją, by uciec z dziesiątego miejsca. MKS Balkony II niestety zostają zmuszone z łezką niedosytu zejść na szósty szczebel.

CAR LAB Ogniem i Szklanką – FC Eagles  5:2 (2:2)

Szczęście sprzyja ekipie CAR LAB Ogniem i Szklanką, która w niedzielne popołudnie po niełatwym spotkaniu pokonała FC Eagles 5:2. Pierwsza połowa to wymiana czasów, podczas której ciężko było wytypować finalnego triumfatora. Po sześciu minutach i dwóch bramkach Mateusza Garbocza prowadzenie objął CAR LAB. Tyle samo czasu potrzebowały „Orły”, by odpowiedzieć na zadane ciosy. Gol Kamila Januszka zmniejszył przepaść, jaka dzieliła jego drużynę do rywala. W 21. minucie Piotr Oracz doprowadził do wyrównania, co tylko jeszcze bardziej podgrzało temperaturę widowiska. Na drugą połowę zespoły wyszły nieco zachowawczo budując ataki pozycyjne, ale też unikając okazji do popełnienia jakichkolwiek błędów w linii defensywnej. Jeden błąd mógł zaważyć o dalszych losach spotkania i takowy w 38. minucie wykorzystali gospodarze wpuszczając Jakuba Opawskiego w głąb pola karnego przyjezdnych. To trafienie podcięło skrzydła „Orłom”, lecz pomogło wzbić się w górę Ogniem i Szklanką. Kolejne akcje zakończone celnymi strzałami Kamila Kasińskiego i Jędrzeja Bakalarza przypieczętowały trzy punkty. CAR LAB Ogniem i Szklanką wykorzystując potknięcia rezerwowych składów MKSu Balkony czy Scousers podskakuje na czwarty szczebel ligowej drabiny. FC Eagles swój meczowy bilans przeplatają tym razem porażką i niezmiennie okupują ósme miejsce.

Futsal Team – Scousers II  4:2 (3:0)

W bezpośrednim pojedynku środka tabeli Futsal Team skrzyżował miecze z drugim składem Scousers. Mecz od pierwszych minut był kontrolowany przez graczy Futsal Team’u, o czym może świadczyć trzybramkowe prowadzenie do przerwy za sprawą gola Adama Śmiłowskiego i dwóch trafień Łukasza Bartola. Druga część boiskowej batalii to przewaga Scousers, którzy postawili na ostrzejszą grę w środku pola, co skutkowało pod wpływem emocji późniejszym obejrzeniem dwóch żółtych kartek. W 33. minucie Przemysław Staś precyzyjnym strzałem podwyższa przewagę Futsalowców, przybliżając tym samym ekipę do piątego z rzędu zwycięstwa. Mimo zadanych ciosów hart ducha gości dał o sobie znać w 34. i 38. minucie w postaci goli Mateusza Chlebka oraz Dominika Grzybka. Jednak to za mało, by tej niedzieli obnażyć będących na wysokiej fali gospodarzy. Futsal Team gromadzi kolejne punkty i awansuje na piąte miejsce, Scousers II na siódmej lokacie.

Wybrzeże Klatki Schodowej – FC Astronauts  5:4 (2:1)

Triumfująco, lecz z niemałymi problemami, zeszli z murawy zawodnicy Wybrzeża Klatki Schodowej pokonując w niedzielnym arcyciężkim boju „Astronautów” 5:4. Początek spotkania zachowawczy z obydwu stron, by nie popełnić błędu kosztującego utratę bramki. Jako pierwszy lukę w defensywie rywala znalazł Ryszard Domagała dając prowadzenie FC Astronauts. Gospodarze potrzebowali zaledwie trzech minut, by odrobić straty i przejąć pałeczkę po bramkach Karola Gołębiewskiego i Damiana Sędkowskiego. Po zmianie stron przyjezdni uderzyli z przytupem, a Tymoteusz Boroń przywrócił równowagę spotkania. W 29. minucie Dawid Szewczyk strzela bramkę na 3:2. „Astronauci” nie ustawali w budowaniu akcji, czego dowodem był gol Bartosza Stalmacha w 32. minucie. Emocje sięgnęły zenitu, gdy w 44. minucie Domagała przechylił szalę na swoją korzyść. WKS w błyskawicznym stylu rzucił się do odrabiania strat, a bramki Roberta Segi w 45. minucie oraz Jana Sadla w 47. dobiły wierzących w dobry wynik gości. Chwilowe rozluźnienie mogło kosztować Wybrzeże Klatki Schodowej nie lada niespodziankę, lecz koniec końców pressing oraz konsekwencja przyniosły upragniony, i wymęczony, czempionat. Drugie miejsce podium zachowane, lecz z uwagi na ciasny układ w tabeli każdy błąd, każda wpadka może WKS pozbawić obecnego statusu.

FC Sporting Zabrze – Finimondo  5:0 (walkower)

S.W.i.P. Katowice – pauza

Tabela 2 Liga Grupa B – Sezon 2021/2022

PozycjaKlubMZRPBZBS+/-PKTSeria
1201802113338054
W W W W
2211443135657046
W W W W
320131688592940
P W W W
421114683661737
R R P P
5201127103515234
P W P W
62110388085-533
P W R W
7209477679-329
P R P P
820911097742328
P W W P
9208488185-428
P P P W
10208399395-227
R P W W
1121421558105-4714
P P W P
1220131664174-1106
R P R P
1320011966166-100-1
P P P P


Grupa C:

FC Gwiazda Borki II – Biksa  5:7 (2:3)

Wiele trudu i wysiłku w starciu z drugim składem Gwiazdy Borki musiała włożyć Biksa, by wywalczyć trzy punkty. Goście z wysokiego C rozpoczęli sobotnie spotkanie obejmując prowadzenie już w 10. minucie po dwóch golach Adama Witkowskiego. Gdy w 17. minucie Oktawiusz Rudek zdobył bramkę kontaktową, w błyskawicznym stylu odpowiedzią na strzał obrońcy było trafienie Adriana Piernikarczyka. Jeszcze przed przerwą Maciej Szymański zminimalizował rozmiary porażki, wobec czego Gwiazda schodziła do szatni ze stratą jednej bramki. Po zmianie stron Henryk Szymański doprowadził do wyrównania w 30. minucie. Wymiany ciosów nie było końca, bo chwilę później Adam Witkowski kompletuje hat-tricka ponownie wyprowadzając Biksę na prowadzenie. Gwiazda nie ustępowała w atakach, a gol H. Szymańskiego w 35. minucie był tego świetnym dowodem. Bojowe nastawienie przyjezdnych sprawiło, że w ciągu następnych dwóch minut odzyskali prowadzenie po czwartym już trafieniu Witkowskiego oraz pierwszym Marka Piernikarczyka. Dramaturgia spotkania nastała po golu H. Szymańskiego w 43. minucie, który przywrócił gospodarzom nadzieje na korzystny wynik. Lecz samobójcze trafienie Adriana Kaczmarczyka w 46. minucie całkowicie pogrzebało szanse Gwiazdy. Niefortunny przypadek rzucił Borki na kolana, a Biksie umożliwił zgromadzenie trzech długo wyczekiwanych oczek. Mimo to Gwiazda nadal zasiada na ósmym miejscu, lokatę wyżej niż swój oprawca.

PKS Katoszony – Victoria Katowice  5:4 (3:1)

W kolejnym starciu, podczas którego faworyt powinien bez problemów ograć niżej notowanego przeciwnika była mordercza potyczka PKSu Katoszony z Victorią Katowice. Początek udany dla gospodarzy, gdy w 3. minucie Michał Krzywda otwiera Katoszonom zawody. W 9. minucie swoim celnym strzałem postrach wzbudził Tomasz Banaszak. Lecz wrażenia zbytnio na gospodarzach nie wywarł, bo Krzywda w 16. minucie ponownie wyprowadza kolegów na prowadzenie, a samobójczy gol Bartłomieja Borowskiego chwilę później sprawia, że PKS schodzi do szatni przy stanie 3:1. W drugiej połowie trzecia bramka Krzywdy wprowadza spokój w szeregi gospodarzy. Jednakże pewność siebie doprowadziła do późniejszego rozluźnienia, co wykorzystali rywali.  W 33. minucie Borowski rehabilituje się za niefortunne zagranie, w 36. Banaszak minimalizuje rozmiary porażki, by w 45. Adam Michel sensacyjnie doprowadził do wyrównania. Zdezorientowany PKS zdążył się otrząsnąć z zadanego ciosu i sam w 47. minucie, po trafieniu Bartosza Kisielowskiego, wbił rywalowi gwoździa do trumny. Victoria była o krok od zwycięstwa, lub przynajmniej wywalczenia cennego punktu, lecz Katoszony rzutem na taśmę zabrały go katowiczanom sprzed nosa. Mimo to bez zmian w tabeli, PKS na siódmym miejscu, Victoria na jedenastym.

Crazy Boys 24 – Nam Strzelać Nie Kazano  3:2 (1:1)

Robert Gajdzik został okrzyknięty bohaterem meczu, w którym Crazy Boys 24 wywalczyło w ciężkim boju z Nam Strzelać Nie Kazano trzy punkty. Wydawałoby się, że w tej rywalizacji gospodarze zgarną łatwy łup. Jednak nie spodziewali się solidnie przygotowanych rywali, którzy o dziwo w 15. minucie objęli prowadzenie po bramce Krystiana Strózika. Odpowiedź padła momentalnie w 18. minucie po strzale Gajdzika. Reszta spotkania to twarda walka w środku pola, szczelne zabezpieczenie murów obronnych oraz udane interwencje bramkarzy. Dopiero w drugiej części gry lukę w defensywie dwukrotnie udało się znaleźć Gajdzikowi, dzięki czemu podwyższył przewagę swojemu zespołowi. Pomimo waleczności Nam Strzelać Nie Kazano zabrakło skuteczności, a gol Filipa Kurpińskiego w 50. minucie jedynie otarł łzy rozpaczy, pozostawiając nutkę niedosytu. Crazy Boys 24 wykorzystując potknięcie Vestry wraca na podium z zamiarem powalczenia o tron grupy C. 

FC Burgut – Vestra Vesteris  7:7 (2:4)

Najbardziej ofensywne spotkanie grupy C w 16. kolejce. Zresztą sugerując się ostatnimi wynikami FC Burgut czy Vestry Vesteris mogliśmy spodziewać się scenariusza bogatego w emocje oraz dramaturgię. Oba zespoły słyną z mocnej siły rażenia, co potwierdziły od pierwszego gwizdka sędziego. Po 18. minutach na tablicy wyników widniał dwubramkowy remis i dopiero tuż przed przerwą Vestra wystrzeliła niczym wyrzucona z procy. Dwa trafienia Mateusza Piotrkowicza pozwoliły napastnikowi Vestry skompletować hat-tricka, a drużynie objąć przewagę. Po zmianie stron Piotrkowicz pokusił się o podwyższenie wyniku i goście jedną nogą stali w pierwszym rzędzie po laur. Jednak charakter oraz wola walki gospodarzy nie godziła się na taki stan rzeczy i natychmiastowo rzucili się do odrabiania strat. Obcokrajowcy postawili na kontrataki, dzięki czemu w 36. minucie wrócili do świata żywych doprowadzając w niesamowitych okolicznościach do remisu. W 38. minucie Cyprian Heising zdołał przywrócić prowadzenie sprzed przerwy, ale Burgut nie dawał za wygraną. Mało tego, w 40. minucie Hassan Xamidov swoim drugim golem daje remis, a w 48. Zafar Kazakov kompletując hat-tricka po raz pierwszy sprawia, że gospodarze przechylają szalę na własną korzyść. Vestra słynie z walki do samego końca, co nieraz w tym sezonie udowadniała i tak też było w minioną niedzielę. Rzutem na taśmę, w dramatycznych okolicznościach autor pierwszej bramki tego boju – Karol Mierzwa – nie tylko wyrywa rywalowi z rąk cenny remis, ale także zamyka strzelecki festiwal. Niesamowity spektakl, w którym niczego nie zabrakło został zwieńczony sprawiedliwym zakończeniem. Vestra Vesteris z niedosytem oraz łatwo wypuszczonym zwycięstwem pokornie zostaje zmuszona opuścić podium i z dwupunktową stratą do trzeciego miejsca zejść na czwarty schodek, lecz z ciągle zachowanym czystym kontem meczów bez porażki. Z kolei FC Burgut może być z siebie dumny za niezłomną walkę, by z szóstego stanowiska kontynuować dobrą passę.

Max Elektro Team – KS Silesia II Katowice  5:5 (2:2)

O ile faworyci poszczególnych pojedynków grupy C, co prawda z trudem zwyciężyli w swoich meczach, to w przypadku Max Elektro Team miniony weekend nie posłużył wiceliderowi. Pomimo lepszych statystyk zanotowanych w sezonie oraz mocnego składu potknęli się podczas konfrontacji z  przedostatnimi w tabeli rezerwami Silesii Katowice. Ciągła gonitwa za wynikiem mogła wręcz frustrować, lecz koniec końców uratowany punkt sprawił, że gospodarze mogli odetchnąć z ulgą. Skazywana na pożarcie Silesia II zaszokowała nas wszystkich, gdy jako pierwsza wyszła na prowadzenie po strzale Kamila Jasicy w 2. minucie. Max Elektro zdołało odpowiedzieć dopiero w 11. minucie, lecz i tak wynik szybko zmienił chwilę później Mateusz Jeszonek. Do remisu tuż przed przerwą doprowadził Dawid Buczyński, dzięki czemu po zmianie stron spotkanie mogło rozpocząć się od nowa. Podobnie, jak na początku meczu to goście wyszli na prowadzenie po golu Jakuba Soczyka. Gdy Witold Ragan w 31. minucie wyrównał pojedynek, szalę na korzyść swojego zespołu przechylił Truong Giang Can. Taki obrót sprawy coraz bardziej frustrował wicelidera, a brak szczęścia w polu karnym rywali jeszcze bardziej potęgował negatywne uczucia. W 45. minucie po składnej akcji i wielu próbach Max Elektro znalazło sposób na golkipera przyjezdnych, gdzie na listę strzelców ponownie trafił Ragan. Lecz i tym razem wszelkie starania zamienia w drobny pył Kamil Kołodziejczyk popisując się mocnym strzałem z dystansu. Sensacja wisiała w powietrzu, temperatura spotkania niesamowicie podgrzała głowy zawodników, którzy nie godzili się z widmem porażki. W 49. minucie bramkostrzelny Marcin Sularz w dramatycznych okolicznościach uratował cenny remis Max Elektro. Spotkanie, które miało być tylko formalnością okazało się dla gospodarzy drogą przez męczarnie. Wpadka ostatecznie nie zaważyła na układzie w tabeli, Max Elektro Team ciągle zasiada na fotelu wicelidera, lecz ta strata punktów może w dalszej części sezonu być niezwykle odczuwalna.

Bonito Murcki – Falstart United  5:6 (0:4)

Największą sensacją w grupie C była porażka Bonito Murcki, które pomimo pierwszej w sezonie straty punktów wciąż obsadza fotel lidera. Zuchwałym pogromcą ekipy z Murcek był Falstart United. Goście od pierwszych minut nacisnęli na rywala bez żadnych kompleksów prowadząc po kwadransie gry 4:0. Hat-trickiem w tej części popisał się niezawodny Krystian Kubat, jedno trafienie zaliczył także Daniel Poloczek. Zdekoncentrowani gospodarze po zmianie stron postanowili odrobić straty. Druga połowa należała do Bonito. Falstart nieco rozluźniony z pewnością nie spodziewał się, że przeciwnik tak szybko spróbuje odmienić losy tego niesamowitego spotkania. Hat-trick Bartłomieja Mączki oraz dublet Sebastiana Kornasa sprawiły, że do 41. minucie Bonito nie tylko zdążyło doprowadzić do wyrównania, ale przede wszystkim przechylić szalę na własną korzyść. Wówczas Falstart wybudził się z letargu i próbując odwrócić role, tym razem to przejezdni zaczęli gonić wynik. Kolejna bramka Kubata w 44. minucie spowodowała, że na tablicy widniał remis 5:5, a gol Igora Darnowskiego w 45.,w dramatycznych okolicznościach i rzutem na taśmę, postawił kropkę nad “i” dającą laur Falstartowi. Prawdziwa batalia godna filmowego scenariusza, która była idealnym przykładem tego, by nigdy się nie poddawać. Udowodnił to Falstart oraz udowodniło to swoją postawą Bonito Murcki.

Tabela 2 Liga Grupa C – Sezon 2021/2022

PozycjaKlubMZRPBZBS+/-PKTSeria
12017121474710052
W W W W
2201523115684747
W W W W
3211434126537345
W P P W
4191171143737040
W P W W
5191225117694838
P W R W
619937127656230
R P P W
720621275134-5920
P P R W
82062128796-919
P P P P
919601359138-7918
W W W P
1020101943161-1183
P P P P
1120011958209-1511
P P P P
1219111710366370
W P P P
13124084465-210
P P P P