Partnerzy Katowickiej Ligi Szóstek w Sezonie 2019/2020

AC Bogucice mistrzem Katowic. FC WTS i Nankatsu na podium. Podsumowanie sezonu KLS 2019/2020 - 1 Liga

Sezon 2019/2020 Katowickiej Ligi Szóstek dobiegł końca. Nieco rozciągnięty w czasie, wskutek kilkumiesięcznej przerwy spowodowanej obostrzeniami dotyczących panującej na świecie pandemii koronawirusa, wraz ze zbliżającym się końcem roku wynagrodził nam te niedogodności i został zamknięty w emocjonującym stylu. Działo się wiele na szczeblu każdej z lig. Losy w walce o miejsca na podium toczyły się do ostatniej kolejki, dzięki czemu mogliśmy być świadkami rywalizacji na wysokim poziomie. Po niezwykłym sezonie przyszedł czas na jego etapowe podsumowanie, na które już teraz serdecznie zapraszamy…

To był dziwny rok.  I choć w dobie pandemii niełatwo o dobre wieści, powodów do radości ostatnio dostarczyła nam Katowicka Liga Szóstek. Świat piłki nożnej został na chwilę wstrzymany, wiele rozgrywek przeszło szybką metamorfozę, by w jak najkrótszym czasie zakończyć poszczególne zawody krajowe, jak i te na większą skalę. Również obostrzenia dotknęły sport amatorski, ale na szczęście wszystko zakończyło się pomyślnie i co dla nas najważniejsze, z niezapomnianą dawką wrażeń. W najbliższym czasie przedstawimy ogólne podsumowanie sezonu, a zaczniemy od pierwszej ligi, gdzie walka o medale toczyła się do samego końca. Uwzględnimy także nagrody indywidualne, gdzie wytypowano zawodników mających szczególny udział w bieżących rozgrywkach…

AC BOGUCICE – mistrzowskie aspiracje potwierdzone

<

🔥🏆🏆‼️‼️ MISTRZ KATOWIC ‼️‼️🏆🏆 SEZON 2019/2020‼️🔥 AC Bogucice ‼️‼️🔥 🔥Nikt im już tego nie zabierze🥇🏆‼️💪

Opublikowany przez Katowicka Liga Szóstek Niedziela, 6 grudnia 2020

AC Bogucice mistrzem Katowic! Tymi oto słowami z dumą na ustach, szczerym uśmiechem i radością zawodnicy z Bogucic mogą celebrować zakończony sezon. Zwycięzca rundy jesiennej konsekwentnie dążył do wyznaczonego celu i ani przez chwilę nie zamierzał zmieniać wcześniej obranej drogi. Dokonane z początkiem sezonu wzmocnienia przez kapitana drużyny – Daniela Synala – naświetliły kierunek, w jakim będzie podążał bogucicki klub.

Efekty były zauważalne już po pierwszych kilku kolejkach, które dowiodły, że Żółto-czarni staną się głównymi pretendentami do mistrzowskiego tytułu. Cała siła drużyny opierała się na niesamowitym kolektywie, wzajemnym zrozumieniu piłkarzy, co w efekcie przełożyło się na boiskowe zgranie i efektowną oraz efektywną grę. Z meczu na mecz, AC Bogucice, niczym walec rozjeżdżała formacje poszczególnych zespołów. I gdy wydawało się, że na tą pędzącą lokomotywę nie ma mocnych, nagle znalazł się ktoś, kto zdołał oraz odważył się nacisnąć na hamulec.

Po raz pierwszy udało się to ekipie TS RLŚG Katowice w dziesiątej kolejce. „Górnicy” zuchwale urwali liderowi punkty remisując 6:6. Drugim zespołem, który dokonał tego samego wyczynu, okazała się być Studencka Moc. Ukraińcy w swoim dwunastym występie również pozbawili Żółto-czarnych cennych punktów, doprowadzając do dwubramkowego remisu. I dopiero w trzynastej kolejce został wylany na głowy mistrzów kubeł zimnej wody. Porażka 2:1 z Nankatsu sprawiła, że zatrzymany boleśnie pociąg na nowo musiał się rozpędzić.

Najważniejszą kwestią było uzmysłowienie sobie, że w piłce nożnej nie ma drużyn niepokonanych, a poprzez poznanie smaku goryczy można na nowo rozpocząć bieg ku zwycięstwu. Chęć wygranej, uzyskania wewnętrznego katharsis pomogła ponownie skupić się na wcześniej wyznaczonym celu. Odkreślenie grubą linią przeszłości, wyciągnięcie z niej wniosków uruchomiło bogucicki walec, który znów był nie do zatrzymania. Fascynująca passa czternastu zwycięstw z rzędu, całkowite upokorzenie rywali w postaci wysokich wyników oraz wiążące się z tym zdobywanie wielu goli za sprawą m.in. Daniela Kuligi, Karola Borysiuka, czy Damiana Czaplińskiego pewnie utrzymywało AC Bogucice na fotelu lidera. Mistrzowska korona była w zasięgu ręki. Wydawało się, że nikt im już nie odbierze pierwszego miejsca podium. Lecz nic nie może wiecznie trwać. W dodatku nadszedł czas, gdy  bogucicki team zaczął mierzyć się z osłabieniami kadrowymi. I ta udręka, jak na złość, pojawiła się w końcówce sezonu. W chwili, gdy w 28. kolejce AC Bogucice musiały po raz drugi w sezonie zmierzyć się ze swoim pogromcą, Nankatsu.

Hit tamtejszej niedzieli określany jako wielki rewanż miał być odwetem za wcześniejszy wynik. Jednak to najważniejsze spotkanie znowu okazało się zmorą ekipy Daniela Synala, która tym razem jeszcze boleśniej musiała uznać wyższość przeciwnika. Mało tego, tydzień później AC Bogucicom stanęła na drodze, zaciekle depcząca po piętach, młodzież z FC WTS. Kolejne starcie zakończone wysoką przegraną, bo aż 9:3, sprawiło, że sytuacja Żółto-czarnych w zawrotnym tempie obróciła się o 180 stopni. Jeden punkt przewagi w ligowej tabeli wciąż przybliżał Bogucice do zdobycia upragnionego tytułu, ale konieczne było zwycięstwo w ostatniej kolejce. Ciążąca presja, świadomość, że tylko jeden mały krok dzieli od celu z pewnością towarzyszyła wszystkim zawodnikom.

Na szczęście terminarz był łaskawy i w 30. kolejce przydzielił jako rywala drużynę Krepli Ochojec. Wystarczyło tylko dopełnić formalności. I cała drużyna w końcówce sezonu, mierząc się z widmem poprzednich porażek, wzniosła się na wyżyny, przywracając swój dawny blask, który ostatecznie jeszcze bardziej rozjaśniał na mistrzowskim tronie. AC Bogucice wygrały Katowicką Ligę Szóstek, będąc przy tym zespołem z największą ilością strzelonych bramek. Potknięcia czy wpadki mogą zdarzyć się każdemu, lecz najważniejsze, że pędząca przez cały sezon lokomotywa nie pozwoliła się wykoleić. Jak też powiedział Daniel Synal w jednym z wywiadów ( link)  udało mu się stworzyć drużynę złożoną ze znakomitych indywidualności, które zbudowały zespołowy „kręgosłup” stanowiący receptę na sukces.

FC WTS – Młodzi i zuchwali

  Mało kto przypuszczałby, że fotel wicelidera zgarnie zespół młodych zawodników, którzy w trakcie sezonu stawią czoła i zuchwale zmierzą się, jak równy z równym z bardziej doświadczonymi i starszymi nieraz rywalami. FC WTS sukcesywnie eliminował swoich przeciwników, zaliczając przy tym tylko cztery wpadki i notując jeden remis. Mimo tego nie ustępował innym miejsca z podium, ciągle depcząc AC Bogucicom po piętach.

Zdecydowanie w lepszej formie Zieloni znaleźli się w rundzie rewanżowej, gdzie swoimi wynikami coraz bardziej przybliżali się do mistrzowskiego tytułu. Punkt zwrotny sezonu nastąpił w przedostatniej kolejce, kiedy to FC WTS skrzyżował miecze – w tym najważniejszym, bezpośrednim meczu – z Bogucicami. I ku zaskoczeniu wszystkich młodzi obnażyli braki rywala pokonując go aż 9:3. Sytuacja w tabeli potoczyła się w taki sposób, że losy mistrzowskiego tytułu ważyły się do ostatniej kolejki.

Na czele ligowej hierarchii wciąż znajdowały się AC Bogucice, który miały już tylko jeden punkt przewagi nad drugim FC WTS. O zwycięstwie w Katowickiej Lidze Szóstek decydowała ostatnia seria spotkań. Terminarz przydzielił obu ekipom niezbyt wymagających przeciwników, wobec czego każda z drużyn postawiła sobie jeden cel, zwycięstwo. Tutaj już nie było mowy o błędach, bo stawka była zbyt wysoka, by móc sobie na nie pozwolić. I tak, równocześnie, o tej samej godzinie, odbyły się starcia FC WTS z Silesią Katowice oraz AC Bogucic z Kreplami Ochojec. Zarówno FC WTS, jak i Bogucice swoje pojedynki zwyciężyły, rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości.

FC WTS stało się nową siłą w KLS, której nie można zlekceważyć. Niezwykle efektywna gra zespołu, we wszystkich strefach boiska, skupiająca się w głównej mierze na zgraniu, budowaniu dynamicznych ataków pozycyjnych stanowiła wielką siłę przetargową tego młodego zespołu. Ponadto szybkość i umiejętności techniczne każdego z graczy to trzon budowania solidnego teamu. Drużyny, która dzięki bramkom Nicolasa Sprusa, okrzykniętego  wicekrólem strzelców, oraz Bartosza Chwili, zajęła drugie miejsce pod względem zdobytych goli. Przepaść pomiędzy pozostałymi w tym aspekcie jest ogromna, dlatego młodzieży z Witosa należą się wielkie słowa uznania za walkę do samego końca oraz widowiskową grę.

Nieobliczalne NANKATSU trzecią siłą w KLS

  Brązowy medal trafił w ręce drużyny prowadzonej przez Pawła Krotkiewskiego. Ta znana wszystkim doświadczona ekipa, występująca od wielu lat w różnorakich ligowych rozgrywkach szóstek, ten rok zdecydowanie może zaliczyć do szczególnie udanych. Zwycięstwo w Letnim Pucharze Pocieszenia oraz wspomniane trzecie miejsce podium tylko podkreśla, jak wciąż głodnym sukcesów zespołem są Nankatsu.
Co ciekawe, dzięki fenomenalnej formie bramkarza – Szymona Buszki – oraz solidnej grze defensywnej, Nankatsu stali się najszczelniejszą fortecą pierwszej ligi, tracąc jedynie 54 gole. Gdzie przy tego typu zawodach taki wyczyn jest niemal rzadkością. Sezon zamknęli z pięcioma remisami oraz trzema porażkami: Z TS RLŚG Katowice, FC WTS i Golden Team. Nie przeszkodziło im to jednak w przebojowym stylu osiągnąć niesamowitej passy trzynastu zwycięstw z rzędu, kontynuując ją już do końca rozgrywek.
Ta świetna forma ujawniła  się głównie po przerwie spowodowanej pandemią, wskutek czego ekipa Krotkiewskiego stała się wręcz barierą nie do przejścia. Ich nieprzewidywalność można było zauważyć jeszcze pod koniec rundy jesiennej, gdy przerwali passę AC Bogucic, stając się tym samym jedyną drużyną, która zatrzymała Żółto-czarny walec. Ten sukces powtórzyli także na dwie kolejki przed końcem po raz kolejny konfrontując się z przyszłym mistrzem. Duży wpływ na mentalność zawodników oraz układ w tabeli miał też triumf nad drugim FC WTS. Pokonanie czołówki z pewnością jeszcze bardziej dodawało skrzydeł, lecz pięciopunktowa strata okazała się sporą przeszkodą, by móc powalczyć o wyższe cele. Pozostała walka o brąz. A ta do samego końca toczyła się pomiędzy Nankatsu i Golden Team. Co ciekawe bilans pojedynków tych zespołów  był bardziej korzystny dla „Złotej Drużyny”, która raz pokonała rywali, a raz wywiozła remis. Jednak doświadczenie i nieobliczalność na ostatnim miejscu podium usadowiła Nankatsu, czyniąc z nich trzecią siłę w Katowickiej Lidze Szóstek.

Golden Team – beniaminek, który walczył o podium

 Niewiele brakowało, a na trzecim miejscu podium stanąłby zwycięzca drugiej ligi z poprzedniego sezonu. Golden Team przystąpił do pierwszoligowej rywalizacji jako beniaminek, walcząc z pozostałymi ekipami bez żadnych kompleksów. Siła drużyny opierała się w głównej mierze na taktycznym schemacie przejawiającym się inteligentną grą przynoszącą efekty w postaci zwycięstw. Największe uznanie budzi świetna passa dziewięciu wygranych z rzędu, która konsekwentnie była kontynuowana  do końca sezonu. To tylko dodało smaczku przy bezpośredniej rywalizacji z ekipą Pawła Krotkiewskiego w walce o brązowy medal. Niestety zabrakło jednego punktu, by przeskoczyć rywali.

Warto również zaznaczyć, że Golden Team był drugą drużyną w lidze, po Nankatsu, która straciła najmniej goli, bo tylko 62.  Co tylko podkreśla jej solidność i zorganizowanie w każdym sektorze boiska. Z kolei królem asyst został niezawodny Robert Kocur, dzięki któremu 39 podań otwierało kolegom drogę do bramki. Jeśli chodzi o talent strzelecki, to ten w głównej mierze objawiał Szymon Bandura, zapisując na swoje konto 32 gole. Te aspekty czynią ze „Złotej Drużyny” potencjalnych pretendentów do walki o ligowy tron w przyszłym sezonie. Wieloletnie doświadczenie w tego typu rozgrywkach i przede wszystkim zgranie daje dobrze rokujące nadzieje na korzystne rezultaty. Konkurencja jest wielka, ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych.

„Studenci” piątą mocą

  W pierwszej piątce nie mogło zabraknąć drużyny reprezentowanej przez ukraińskich zawodników. Studencka Moc jako swoje Pola Marsowe obrała piąty szczebel w ligowej drabinie i z tej perspektywy przez większą część sezonu rywalizowała z całą resztą. Jednakże warto zwrócić uwagę, że z początkiem rozgrywek ukraiński team stał się drugą siłą w lidze. Jego moc stopniowo zanikała, wskutek czego z występu na występ musiał uznawać wyższość przeciwników. Takim gwoździem do trumny były porażki z Nankatsu w ósmej kolejce i z FC WTS w dziesiątej. Oba pojedynki zakończone wynikami 3:2 po niebywale zażartej walce. Ukraińcy też mieli swoje chwile przebłysku, gdy w dwunastej transzy remisując urwali cenne punkty liderowi z Bogucic.

Przebieg wielu spotkań oraz terminarz sprawił, iż sytuacja w tabeli ułożyła się w taki sposób, by „Studentów” umiejscowić na piątym miejscu. I tak, ze stratą kilkunastu punktów do czołówki oraz przewagą kilkunastu oczek na rywalami z dołu, bez żadnej presji Studencka Moc rozgrywała swoje pojedynki. Nie można zapomnieć o świetnej grze defensywnej tego zespołu, który pod względem straconych bramek zajął w lidze trzecie miejsce. Bramkostrzelny bramkarz, Maksym Kisielov, nieraz ratował kolegom mecz, a ostatecznie wyciągał piłkę z siatki tylko 69 razy. Na koniec grzechem byłoby nie wspomnieć o najważniejszej postaci tej ekipy. Maksym Kravets jako motor napędowy zespołu i jeden z najlepszych napastników KLS, wielokrotnie udowadniał swój talent. Między innymi dzięki niemu Studencka Moc stanęła tuż za podium.

Old Boys Witosa – mistrzowie zawszą walczą do końca

  Old Boys Witosa to mistrzowie Katowickiej Ligi Szóstek minionego sezonu. W ostatniej kolejce pokonali 2:1 Studencką Moc i rzutem na taśmę jako pierwsi mogli cieszyć się z cennego trofeum. Z wiarą i nadzieją na obronę tytułu przystąpili również do tego sezonu, lecz konkurencja okazała się być zbyt silna i te rozgrywki zakończyli na szóstej lokacie. Aczkolwiek, gdyby spojrzeć na wszystkie mecze Old Boysów, można zauważyć istotny szczegół, który powinien usprawiedliwić nie do końca aż tak złą postawę ekipy Daniela Szocika.

Old Boysi słyną z twardej walki i solidnie zorganizowanej taktycznie gry. Potrafili grać z innymi, jak równy z równym, by w następnej kolejce zaliczyć wpadkę i stracić punkty. Głównym powodem ich niedyspozycji były problemy kadrowe, które z biegiem czasu coraz bardziej decydowały o formie, a ta z kolei przekładała się na wyniki i miejsca w tabeli. W związku z tym zamiast piąć się w górę po ligowej drabinie, jak przystało na byłych mistrzów, balansowali w środku tabeli. Gdy skład się ustabilizował, ustabilizowała się również gra całej drużyny. Końcówka sezonu była istną walką o przetrwanie, bowiem Czarno-żółci przystępowali do swoich spotkań w mocno okrojonym składzie. Nic więc dziwnego, że zaliczali słabe występy. Jednak nigdy się nie poddali i nie oddali swojego meczu walkowerem. Ostatnia kolejka, zwycięska, zagwarantowała im skok na szóste miejsce. Biorąc pod uwagę całokształt jest to naprawdę świetna nagroda podsumowująca ten ciężki okres. Sezon, który pokazał, że mimo trudności i przeszkód, mistrzowie się nie poddają i zawsze walczą do samego końca.

MKS Balkony – drużyna z tradycją

  MKS Balkony, podobnie jak Nankatsu, to drużyna wywodząca się z Katowic, a konkretnie z osiedla Paderewskiego. Od lat uczestnicząca w różnego rodzaju rozgrywkach przybierających wymiar amatorskich zmagań. W poprzednim sezonie zwyciężyli potyczki w grupie spadkowej, co ciekawe zajmując pierwsze miejsce tuż nad samymi… AC Bogucicami. Chęć przeniesienia tamtej formy na bieżące zawody niestety starła się z rzeczywistością, która okazała się nieco brutalna dla ekipy Pawła Pestki. Sugerując się tabelą oraz statystykami można stwierdzić, że Balkony, mając spory potencjał, nie zawsze potrafili w pełni go wykorzystać. Efektem czego dobre, wręcz chwilami świetne mecze, przeplatali tymi słabymi. Jednakże wieloletnie doświadczenie i solidna kadra finalnie wyniosły Żółtych na siódmą pozycję. Jest to naprawdę świetny wynik uwzględniając, jak z silną konkurencją przyszło się mierzyć w tym sezonie zawodnikom Balkonów.

Gwiazda Borki – feniks z popiołu

  Gwiazda Borki to chyba największy czarny koń tegorocznych rozgrywek w Katowickiej Lidze Szóstek. Słaby, wręcz koszmarny początek sezonu zrzucał zespół Dawida Zborowskiego w otchłań strefy spadkowej. Na pierwsze trzy punkty „Gwieździści” musieli czekać do siódmej kolejki. Ale potem słabszej dyspozycji ciąg dalszy, w efekcie czego po rundzie jesiennej zajęli miejsce bezpiecznie w dole tabeli. Największą bolączką Czerwonych była niemoc w wykorzystaniu własnego potencjału, bowiem była to drużyna mająca w swoim składzie wartościowe indywidualności. Przełamanie nastąpiło dopiero w tym roku, a szczególnie po wznowieniu rozgrywek wskutek przerwy spowodowanej pandemią.

Dawid Zborowski konsekwentnie oraz z wiarą w swój zespół dokładał wszelkich starań, by nie tylko wzmocnić skład, ale przede wszystkim popracować nad taktyką i budową silnego kolektywu. W głównej mierze motorem napędowym Gwiazdy był Patryk Wojda, który niejednokrotnie wygrywał w pojedynkę mecz. Ten trud się opłacał, gdyż po wakacjach zobaczyliśmy całkiem inny, odmieniony team. Drużynę, która walczyła z ligowymi rywalami bez żadnych kompleksów, nieraz urywając im cenne punkty. Te liczne roszady przełożyły się na wyniki, a te z kolei pompowały Gwiazdę coraz wyżej w ligowej hierarchii. I gdy sięgnęli, ku zaskoczeniu wszystkich, szóstego miejsca decydujące starcie w 30. kolejce ze Studencką Mocą, niestety przegrane, pozbawiło ich wszelkich nadziei, ostatecznie zrzucając na ósmą pozycję. Nie zmienia to faktu, że młodej drużynie Dawida Zborowskiego należą się wielkie brawa oraz słowa uznania za postawę, jaką prezentowali w tym roku. Jednym słowem Gwiazda Borki powstała niczym feniks z popiołu, a w najbliższych latach może być trudnym rywalem.

KKS Rawa Katowice, czyli niespełnione ambicje

  Gdy rozbrzmiał gwizdek sędziego rozpoczynającego sezon 2019/2020 wielu stawiało KKS Rawę Katowice w roli faworytów w walce o mistrzostwo. W końcu ekipa z trzeciego miejsca podium ubiegłorocznych rozgrywek miała ku temu predyspozycje oraz wielkie ambicje. Jednak największym atutem zespołu był ich as, niezawodny supersnajper – Piotr Makowski. Ten jeden człowiek potrafił nie tylko napędzać grę, ale także mógł sam wygrać mecz. Tak również było w tym sezonie, Piotr Makowski dwoił się i troił, by walczyć o cenne oczka, jednakże jego Rawa grała poniżej oczekiwań gubiąc miejscami punkty. Balansowanie pomiędzy środkiem tabeli świadczyło o nierównej formie tej drużyny, która przede wszystkim wynikała z braków kadrowych. To był główny powód, chwilami fatalnej gry „Rawiarzy”. Zdarzały się nawet mecze, do których przystąpili w osłabieniu, byleby nie oddać spotkania walkowerem. A cały ciężar gry brał na siebie oczywiście Makowski.

Co ciekawe Rawa w ogólnym podliczeniu zdobyła 158 goli, z czego 94 strzelił wspomniany napastnik. Ten wyczyn uplasował go na pierwszym miejscu w generalnej klasyfikacji strzelców, dzięki czemu Makowski został jej czempionem. Z kolei, skoro stawia się na ofensywny futbol, pomimo braków kadrowych, ciężko w takiej sytuacji jest zadbać o linię defensywną. A pod tym względem Rawa na tle reszty wypada najgorzej, tracąc aż 213 bramek. To tylko potwierdza, jak ciężki rok ma za sobą cała drużyna. Dziewiąte miejsce z pewnością nie było celem piłkarzy, a niespełnione ambicje dają o sobie znać. Niemniej jednak przy zastosowaniu odpowiednich zabiegów opartych na zbudowaniu solidnej drużyny, kto wie, być może w przyszłości Rawa znów będzie w stanie zagrozić czołówce.

Bezpieczeństwo najważniejsze…

  OldStars Team II, KS Silesia Katowice, Silesia United oraz Uwolnić Barabasza to zespoły, które zajęły miejsca kolejno od dziesiątego do trzynastego. W lepszej sytuacji znajdowali się gracze OldStars, którzy przez chwilę pokusili się nawet o powędrowanie ponad dziesiątą lokatę, ale realia szybko weryfikowały ich zapędy, wobec czego byli zrzucani na niższe stopnie. Każda z tych ekip dzielnie walczyła o punkty z silniejszymi od siebie, chwilami w osłabieniu kadrowym, lecz i tak najważniejsze były te spotkania, które skonfrontowały ich bezpośrednio. Wysokie porażki mogły rekompensować sobie właśnie w pojedynkach z równymi sobie, wówczas bitwy dostarczały więcej emocji, a rywalizacja była niezwykle zacięta. Czasami bolączką np. Silesii Katowice była dekoncentracja zawodników, która sprawiała, że w kilku kolejkach potrafili na własne życzenie przegrać praktycznie już wygrany mecz. Zatrzymanie Old Boysów, Nankatsu czy Rawy Katowice to jedne z największych osiągnięć Żółtych w tym sezonie. Również Silesia United oraz Uwolnić Barabasza, pomimo szczerych chęci i ambicji gdzieniegdzie próbowały naprzykrzyć się rywalom, lecz do pełnej realizacji zadania brakowało szczęścia lub dawała o sobie znać słabsza dyspozycja. Nie zapominajmy, że najważniejszy cel został wykonany. Walka o utrzymanie przyniosła pozytywne efekty, wielu zawodników pokazywało się z dobrej strony, a ligowe bezpieczeństwo jako to najważniejsze zostało zapewnione.

W czerwonej otchłani

  Miejsce barażowe, czyli można powiedzieć jeszcze te bezpieczne, dające jakiekolwiek nadzieje w końcówce sezonu wręcz wyszarpali przedstawiciele Internationals K-ce & Club Ju. „Międzynarodowcy” słyną z ambicji oraz nieugiętej postawy, którą można było zobaczyć w niejednym pojedynku. To jednak za mało, by wśród takiej rywalizacji powalczyć o wyższe cele. Dlatego to miejsce z pewnością wynagradza ich trud włożony w tym roku.

  Schodząc w dół czerwonego piekła, na przedostatnim miejscu znaleźli się piłkarze Krepli Ochojec.  Niestety drużyna z Ochojca przyjęła rolę dostawcy punktów, ponosząc klęskę za klęskę, chociaż w pewnym etapie pojawił się moment przełomu, gdzie Kreple dzielnie walczyły o swoje. Cztery zwycięstwa, dwa remisy i 210 puszczonych bramek – co daje drugi, po Rawie, najgorszy wynik – tylko potwierdzają, że ten sezon okazał się dla Krepli barierą nie do przejścia, wyznacznikiem będącym ponad siłami zawodników. W efekcie czego pomimo mężnej walki najsłabiej zamykają ten piłkarski okres.

  W tym ostatnim punkcie podsumowania pierwszoligowego sezonu warto zatrzymać się nieco dłużej, ponieważ w trakcie rozgrywek doszło do niecodziennej sytuacji. Braki kadrowe i liczne kontuzje okazały się być nie tylko głównym problemem Old Boysów czy Rawy, ale i również wszystkim dobrze znanym „Górnikom” z TS RLŚG Katowice. Spójrzmy na chwilę na ogólny zarys drogi tej ekipy w Katowickiej Lidze Szóstek. W poprzednim sezonie TS RLŚG do ostatniej kolejki walczyli o mistrzostwo ligi i ostatecznie zdobyli srebrny medal. Po rundzie jesiennej bieżących zawodów deptali po piętach AC Bogucicom oraz FC WTS, bacznie pilnując trzeciego miejsca podium. Co ciekawe, zostali pierwszą drużyną, która powstrzymała w 10. kolejce bogucicki klub, remisując z nim 6:6. I ta piękna bajka brutalnie została zakończona z chwilą wznowienia sezonu po przerwie wywołanej pandemią. Braki kadrowe i długie rozmowy pomiędzy zawodnikami wiązały się z wydaniem werdyktu o wycofaniu się z rozgrywek KLS. Wskutek czego po świetnych występach TS RLŚG Katowice zostały zrzucone na dno tabeli, a każde następne mecze z ich udziałem kończyły się przyznaniem rywalom walkowera. Ta bolesna sytuacja pozbawiła ligę nie tylko doświadczonej i fenomenalnie zorganizowanej ekipy, która z pewnością  włączyłaby się do walki o ligowy prym, a co za tym idzie, mogłaby przy tym nieźle namieszać. W każdym razie pożegnaliśmy się z „Górnikami”, życząc im sukcesów na innych arenach i dziękując za dotychczas dostarczone emocje.

Podziękowania…

Pragniemy jeszcze wspomnieć o drużynie SSC Zamkowe, która z powodu wycofania się z rozgrywek przez TS RLŚG Katowice wskoczyła w ich miejsce. Nie znaczy to, że owa drużyna przejęła punkty i pozycję „Górników”. SSC Zamkowe rozgrywało jedynie mecze towarzyskie z ekipami 1 ligi, by drużyny pauzujące, w wyniku przyznanego walkowera z ręki TS RLŚG, mogły potraktować owe spotkania jako swojego rodzaju sparingi. Zespół w znakomitym stylu i bez żadnych kompleksów rywalizował z najlepszymi, dorównując im jakże wysokim poziomem. Jest to ekipa doświadczona, występująca na co dzień w sosnowieckiej lidze Playarena, a w następnym sezonie z pewnością stanie się jednym z czołowych klubów KLS. Jeszcze raz składamy podziękowania za goszczenie na „rapidowskich” boiskach.

Klasyfikacja strzelców:

Królem strzelców 1 Ligi Katowickiej Ligi Szóstek został Piotr Makowski (KKS Rawa Katowice), który zdobył aż 94 bramki! Na drugim miejscu uplasował się Nicolas Sprus (FC WTS) strzelając 71 goli. Natomiast trzecim najlepszym napastnikiem rozgrywek został Daniel Kuliga (AC Bogucice), który uzbierał 54 trafienia.

RangaZawodnikDrużynaPozycjaBramki
1polPiotr MakowskiKKS Rawa KatowiceNapastnik94
2polNicolas SprusFC WTSNapastnik71
3polDaniel KuligaAC BoguciceNapastnik54

NAGRODY

Nagrody drużynowe oraz indywidualne zostały sponsorowane przez: 

1 liga

PozycjaDrużynaZRPPKT
1252377
2251476
3225371

Nagrody indywidualne:

Najlepszy gracz defensywny – Łukasz Guzy (AC Bogucice)
Najlepszym graczem defensywnym został 24-letni obrońca AC Bogucice, Łukasz Guzy. Podczas 24 występów zdobył 18 bramek i zanotował 18 asyst. Niezwykle szybki i uzdolniony technicznie defensor nieraz uratował swój zespół z opresji, dzięki czemu był czterokrotnie wybierany do szóstki tygodnia. Jego konto mogłoby być  jeszcze bogatsze, gdyby nie kontuzja pod koniec rundy jesiennej, która spowodowała pauzę na kilka występów.

Najlepszy gracz ofensywny – Nicolas Sprus (FC WTS) Najlepszym graczem ofensywnym został Nicolas Sprus, 20-letni napastnik FC WTS. Jego 71 bramek oraz 32 asysty w dużej mierze przyczyniły się do zajęcia przez drużynę z Witosa drugiego miejsca. Nicolas stał się również postrachem bramkarzy rywali, co w 23 występach uczyniło go wicekrólem strzelców oraz siedmiokrotnego kandydata do szóstki tygodnia.

Najbardziej wartościowy gracz – Patryk Wojda (Gwiazda Borki) Najbardziej wartościowym graczem został 18-letni pomocnik Gwiazdy Borki, Patryk Wojda. Ten nieszablonowy zawodnik w ciągu całego sezonu, a dokładnie w 24 występach, uzbierał 49 bramek oraz 15 asyst. Miał spory udział w zwycięstwach oraz był motorem napędowym swojego zespołu. Jego postawa została doceniona, co sprawiło, że siedem razy pojawiał się w szóstce tygodnia.

Najlepszy młody zawodnik – Piotr Nocoń (AC Bogucice)
Najlepszym młodym zawodnikiem ligi został 18-letni Piotr Nocoń z AC Bogucice. W 17 występach zdobył siedem goli oraz dziesięć razy otwierał kolegom drogę do bramki. Był dwukrotnie wybierany do szóstki tygodnia. W końcówce sezonu niestety doznał kontuzji, więc jego bilans z pewnością jeszcze bardziej by się powiększył.

Najlepszy bramkarz – Szymon Buszka (Nankatsu)
Najlepszym bramkarzem został mierzący aż 191 cm Szymon Buszka. 21-letni golkeaper Nankatsu swoją grą w polu, a przede wszystkim w bramce, imponował w 21 występach. Dzięki jego interwencjom ekipa z osiedla Paderewskiego została królem pierwszoligowej defensywy, tracąc jedynie 54 bramki. Sam nagrodzony, w ciągu sezonu, może pochwalić się pięcioma golami oraz czterema asystami. Ponadto sześć razy był wytypowany do szóstki tygodnia.

 

Najlepszy asystent – Robert Kocur (Golden Team)
Królem asyst pierwszej ligi utytułowano kreatora akcji, Roberta Kocura z Golden Team. 29-letni pomocnik podczas 24 występów zanotował 39 asyst, do tego dorzucił 23 bramki. Ten wyczyn utorował mu drogę do szóstki tygodnia, a znalazł się w niej aż osiem razy.

Najlepszy strzelec – Piotr Makowski (KKS Rawa Katowice)
Miano najlepszego strzelca Katowickiej Ligi Szóstek musiało trafić do Piotra Makowskiego. Niezawodny 26-letni snajper KKS Rawy Katowice wiele razy potrafił samodzielnie wygrać spotkanie. Jego 94 bramki robią wrażenie, a w 26 występach spędzał rywalom sen z powiek. Do swojej strzeleckiej puli dołożył 35 asyst, co umożliwiło mu znalezienie się w szóstkach tygodnia. A nominowany był dziewięć razy. Co prawda Rawa zajęła w tym sezonie dziesiąte miejsce, ale sam zawodnik był kluczowym elementem zespołu i bez niego gra wyglądałaby o wiele słabiej.

MVP Ligi – Daniel Kuliga (AC Bogucice)
Zawodnikiem MVP pierwszej ligi został kolejny piłkarz mistrzowskiej drużyny, Daniel Kuliga. Napastnik Bogucic zdobył 54 bramki i zanotował 15 asyst. W 26 występach trzykrotnie pojawiał się w szóstce tygodnia. W końcówce sezonu Kuliga doznał kontuzji, co tylko powstrzymało go przed poprawieniem swoich statystyk.