Partnerzy Katowickiej Ligi Szóstek w Sezonie 2019/2020

FC Under Forest triumfatorem drugiej ligi. Zacięta walka o podium. Podsumowanie sezonu KLS 2019/2020 – 2 Liga

Za nami podsumowanie sezonu pierwszej ligi, która dostarczyła mnóstwa emocji na wysokim poziomie. Tych nie brakowało również na zapleczu, ponieważ tutaj kwestia mistrzostwa i miejsc na podium do końca pozostawała sprawą otwartą. Zwroty akcji, niespodzianki, widowiskowe batalie oraz sensacje napisane niczym w filmowym scenariuszu. A właściwie w piłkarskim podsumowaniu sezonu 2019/2020 drugiej ligi KLS, na które już teraz zapraszamy…

  FC UNDER FOREST – złoty debiutant 

 

  FC Under Forest zwycięzcą drugiej ligi! W drugim sezonie do szeregów coraz bardziej rozwijającego się tworu amatorskich rozgrywek piłkarskich, jakim jest Katowicka Liga Szóstek, dołączyła młoda drużyna z Podlesia. Mało kto przypuszczał, że FC Under Forest jako debiutant namiesza w lidze i sięgnie po tytuł mistrzowski. Zanim jednak przejdziemy do kulminacyjnego punktu sezonu wróćmy pamięcią do rundy jesiennej.

  Zespół Aleksandra Skrobola rozpoczął sezon z wysokiego C. Jedenaście zwycięstw z rzędu robi ogromne wrażenie. Ponadto nie szczędzili rywali totalnie ich deklasując oraz zapewniając nam grad goli w każdym spotkaniu. Podobnie, jak w pierwszej lidze zatrzymano AC Bogucice, tak również na zapleczu znaleźli się tacy, którzy pokusili się o urwanie punktów pędzącej niczym lokomotywa drużynie. W dwunastej kolejce ten wyczyn udał się ekipie 1FC Katowice, która wyszarpała czterobramkowy remis. Kolejkę później opór stawili zawodnicy KMu Katowice, tym razem remisując 5:5. Chwila relaksu i łatwe zwycięstwo z FC Załęże, by rundę jesienną zamknąć remisem 3:3 z Katowicami C.F.  I w takim stylu FC Under Forest osiadł na fotelu wicelidera, tracąc wówczas do pierwszego KMu cztery punkty.

  Nowy rok zawodnicy z Podlesia przywitali wysokim zwycięstwem z Crazy Boys 24. Jednak przełomowy moment nastąpił w siedemnastej kolejce, gdzie Under Forest sensacyjnie przegrywa z Pro Amators 6:4. Biorąc pod uwagę terminarz była to jedyna porażka tego zespołu z lidze. Ta wpadka podziałała na nich jak płachta na byka, co widać było w następnych meczach. Natomiast już w dziewiętnastej kolejce, wykorzystując słabszą formę KMu, wskoczyli na pierwsze miejsce. Dziewięć kolejnych spotkań zakończyli zwycięstwem, w niektórych przypadkach nawet dwucyfrowym. “Underzy” szli jak burza, nie mając litości nad rywalami, aż do chwili, gdy przyszło im się skonfrontować z 1FC Katowice w 27. kolejce. Znów powróciła niemoc z rundy jesiennej i tym razem dwubramkowy remis musiał pogodzić obie strony.

  Sytuacja w tabeli na tyle się obróciła, że drugie Katowice C.F. zmniejszyły swoją stratę do lidera o dwa punkty. W związku z czym losy o koronę drugiej ligi toczyły się do samego końca. A w 30. kolejce przyszedł czas na decydujące starcie pomiędzy tymi dwoma ekipami. Zwycięzca brał wszystko. Hit ostatniej niedzieli sezonu zakończył się szczęśliwie jednostronnym widowiskiem. FC Under Forest pokonują Katowice C.F. 5:0, dzięki czemu na pierwszym miejscu podium puchar wznieśli właśnie debiutanci z Podlesia.

  Co ciekawe FC Under Forest staje się rekordzistą wszystkich klas rozgrywkowych w Katowickiej Lidze Szóstek pod względem ilości punktów, bo zebrał ich 79 oraz strzelonych bramek. Gracze wręcz urządzali sobie na drugoligowym podwórku istny festiwal goli, a liczba 348 przy 69 puszczonych robi piorunujące wrażenie. W dużej mierze do tego wyczynu przyłożyli się: Mateusz Rawicki, będący królem strzelców (82 gole) oraz Mateusz Muller, który stanął na drugim miejscu podium z 60 trafieniami. W dodatku ta jedna porażka w ciągu całego sezonu sprawia, że nic dziwnego, iż to właśnie FC Under Forest sięgnęli po złotą koronę. Jakby sukcesów było mało, należy pamiętać o czempionacie w Turnieju Zimowy Puchar KLS, podczas którego triumfatorzy 2 Ligi przeszli długą drogę zakończoną laurem.

Katowice C.F. – brawurowe srebro

   Bemko, Luxmena, Katowice C.F.  Pod tymi trzema nazwami zespół Dawida Prusko rywalizował w ramach rozgrywek Katowickiej Ligi Szóstek. W poprzednim sezonie drużyna zamknęła grupę mistrzowską zajmując ósme miejsce. Okres 2019/2020 był zdecydowanie lepszy, ponieważ obecne Katowice C.F. zostały wicemistrzem drugiej ligi.

  Początek zainaugurowany w znakomitym stylu. Efektowne zwycięstwa 21:0 z Les BG, 6:0 z Finimondo i 8:2 z Max Elektro Team dodały pewności siebie. Lecz w czwartej i piątej kolejce już nie było tak kolorowo, ponieważ ambitne zapędy zostały ostudzone przez 1FC Katowice (porażka 2:1) oraz KM Katowice (porażka 8:0). Z tych spotkań trzeba było wyciągnąć wnioski, by w szybkim stylu refleksje przełożyć na następne pojedynki. Kapitan zespołu na tyle zmotywował swoich podopiecznych, że stopniowo zaczęli włączać się do walki o podium. Do końca rundy jesiennej mieli na koncie dziesięć meczów bez porażki, zaliczając jedynie po drodze dwa trzybramkowe remisy: z Wybrzeżem Klatki Schodowej i z FC Under Forest. Ta świetna forma, po pierwszej fazie rozgrywek, pozwoliła im wdrapać się na trzecie miejsce, tuż za KM i teamem z Podlesia.

  Nowy rok Katowice C.F. ponownie rozpoczęły od wysokiego triumfu nad Les BG, lecz tydzień później zaliczyły sensacyjną wpadkę z Finimondo. Szybko wybudziły się z chwilowego letargu, który był początkiem fantastycznej passy byłego Bemko i Luxmeny, a dwanaście zwycięstw z rzędu tylko podkreśla ten fenomenalny wyczyn.

  Kulminacyjnym punktem świetnego okresu Katowic C.F. było zwycięstwo nad KM Katowice aż 7:1 w dwudziestej kolejce, ponieważ rywale znaleźli się w momencie kryzysu, który prowadził do stopniowego zrzucania KMu z fotelu lidera. Nadarzającej się szansy żal byłoby nie wykorzystać, w efekcie czego ekipa Dawida Prusko powoli wskoczyła na drugie miejsce i do ostatniej kolejki deptała po piętach „Underom”. Los lubi płatać figle i by podsycić emocje na ligowym zapleczu poprowadził zawody w taki sposób, że przed 30. kolejką Czerwono-niebiescy tracili tylko punkt do lidera. A decydująca bitwa miała rozegrać się właśnie pomiędzy Katowicami C.F, a FC Under Forest. Mecz, który był hitem mikołajkowej niedzieli niestety zakończył się pięciobramkową porażką wicelidera i przy takim stanie rzeczy spuentowano drugoligową walkę o koronę.

  Warto jeszcze wspomnieć, iż Katowice C.F. zostały drugą drużyną, która straciła w trakcie sezonu najmniej bramek, bo tylko 87 przy 228 zdobytych. Ten bilans zawdzięczają zadziorności, dynamice oraz niezwykle solidnej grze defensywnej, na czele której stał Denys Zharikov, również dobrze radzący sobie pod bramką przeciwnika. Ponadto jednymi z najlepszych strzelców zespołu byli także między innymi: Piotr Neumann oraz Mirosław Kandziora. Te wszystkie atuty przekładały się na boiskową postawę, która uczyniła z Katowic C.F. srebrnego medalistę drugoligowych zmagań.

KM Katowice – szczęśliwy upadek

   KM Katowice to drużyna, która rzutem na taśmę zajęła trzecie miejsce. I nic nie byłoby w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że po rundzie jesiennej to katowiczanie mogli spoglądać na resztę tabeli z najwyższego punktu obserwacyjnego. Ten sezon, w przeciwieństwie do poprzedniego, gdzie znaleźli się na szóstej lokacie w grupie mistrzowskiej,  rozpoczęli z przytupem wygrywając mecz za meczem. Dwanaście zwycięstw z rzędu i komplet punktów wypompował KM na fotel lidera. Trudności napotkali dopiero w trzynastej kolejce w bezpośrednim starciu z FC Under Forest, zremisowanym 5:5. Potem kolejne dwa gładkie triumfy i KM Katowice zostaje mistrzem jesieni drugiej ligi.

  Runda rewanżowa nie była już tak łaskawa dla „Różowych”. Pierwsza porażka w sezonie, z Max Elektro Team, stała się początkiem problemów katowickiej ekipy. A te nawarstwiły się głównie po przerwie spowodowanej pandemią. Jeszcze  przed wznowieniem rozgrywek zdołali pokonać 1FC Katowice, co jak się później okazało było kluczowym elementem całej ligowej układanki, by w następnym tygodniu znieść tęgie baty z rąk Śląskich Laboratoriów Analitycznych. Trzem porażkom z rzędu dopiero w 23. kolejce KM dał kres. Zawodnicy nabrali wiatru w żagle i powoli wracali na szerokie wody. Pomimo wpadki w postaci remisu z Wybrzeżem Klatki Schodowej (3:3), a następnie przegranej 6:2 z FC Under Forest, KM wciąż utrzymywał się na trzeciej lokacie.

  Najważniejszy moment sezonu nadszedł w ostatniej kolejce. Wówczas ważyły się losy KMu Katowice oraz 1FC Katowice, bowiem obie drużyny miały identyczną ilość punktów i potknięcie jednej z nich decydowało o tym, kto stanie na najniższym stopniu podium. Ostatecznie po trzy punkty trafiły na konta katowickich zespołów, jednakże biorąc pod uwagę bezpośredni pojedynek pomiędzy nimi – dwukrotnie wygrany przez KM – oraz liczbę strzelonych bramek, to właśnie podopieczni Dawida Walczuka zamykają wielką trójkę.

  Jednym słowem szczęśliwie upadli z wysokiego konia, będąc mistrzem jesieni i jednocześnie walczyli do końca, by nie stracić z oczu widoku na podium oraz końcowe nagrody. Główną rolę w zdobyciu cennego trofeum odegrał Piotr Górski, zostając tym samym trzecim najlepszym strzelcem drugiej ligi (47 goli) oraz jeden z braci Todorskich, Marek, który zanotował 42 trafienia.

1FC Katowice – z nadzieją do końca

   1FC Katowice to doświadczony zespół, którego nie można było zlekceważyć. Piąte miejsce w grupie mistrzowskiej w sezonie 2018/2019 stanowiło świetne podwaliny, by w bieżącym stanąć na wysokości zadania i z nadzieją włączyć się do walki o wyższe cele.

  Start udany, choć już w drugiej kolejce piłkarze musieli uznać wyższość KMu Katowice. I ta potyczka w późniejszym etapie miała spore znaczenie. Do tego remis z FC Załęże, by do końca jesieni sukcesywnie zbierać cenne punkciki. Dwanaście meczów bez porażki, w tym remis z FC Under Forest 4:4, napawał zawodników 1FC Katowice ogromnym optymizmem przez rundą rewanżową. A w niej, ku zaskoczeniu wszystkich, jeden z faworytów na podium, sensacyjnie gromadzi na koncie cztery przegrane z rzędu. Jedną z nich była ta kluczowa z KM Katowice, która w przyszłości zadecydowała o ostatecznych losach tych obydwu ekip.

  Po kilkumiesięcznej przerwie, będącej wynikiem wprowadzenia obostrzeń przed Covid-19  1FC na nowo się odrodziło i zamierzało odbudować swoją pozycję w tabeli. Nawet potknięcie z Pro Amators w 21. kolejce nie przeszkodziło w realizacji obranego celu. Konsekwentnie mierzono w górny pułap i nic nie było w stanie powstrzymać rozpędzonych katowiczan, którzy potrafili urwać oczka także „Underom”, remisując z nimi 2:2. Na złoty i srebrny medal nie było już szans, dlatego główna rywalizacja rozgrywała się pomiędzy 1FC, a wcześniej wspomnianym KM. Derbową konfrontację rzutem na taśmę wygrywa KM, który dzięki właśnie bezpośrednim pojedynkom oraz minimalnie większej ilość strzelonych bramek, przy takiej samej punktacji, wywalczył sobie brąz.

  „Czarni” sporo mogą zawdzięczać głównemu architektowi gry i zarazem kapitanowi – Mateuszowi Sielskiemu – który swoimi asystami oraz budowanymi atakami pozycyjnymi wielokrotnie otwierał kolegom drogę do światła bramki. Dodatkowo 91 straconych goli daje trzecie miejsce pod względem szczelności defensywy. Mimo tak zadowalających statystyk do upragnionego celu zabrakło niewiele, ale najważniejsze, że 1FC walczyło z nadzieją do samego końca.

Śląskie Laboratoria Analityczne – w pogoni za podium

   Początek sezonu dla drużyny Śląskich Laboratoriów Analitycznych nie był zbyt udany. Dobre mecze przeplatali słabymi, gubiąc tym samym po drodze cenne punkty. Zmiany nastąpiły dopiero w dziewiątej kolejce, gdzie pokonując Crazy Boys 24 zaczęli kontynuować passę meczów bez porażki, aż do zakończenia rundy jesiennej. Tą zamknęli czterobramkowym remisem ze Scousers. A po nowym roku zwycięskich wojaży ciąg dalszy. ŚLA miażdżyło rywali, co w efekcie premiowało ich na miejsca w pobliżu podium. Ich tempo zwolniło dopiero w dwudziestej kolejce FC Załęże, które wywalczyło remis 3:3. A całkowitego zatrzymania rozpędzonej machiny dokonali w 22 i 23. kolejce Katowice C.F. oraz FC Under Forest. Do tego czasu, Śląskie Laboratoria Analityczne miały na swoim koncie trzynaście pojedynków bez porażki. Minęło trochę czasu, zanim ŚLA otrząsnęli się po mocnym laniu, bo do puli kręgu ich ciemiężców dołączyli się też Crazy Boys 24, wygrywając z wyżej notowanym przeciwnikiem 4:2. Taki zimny prysznic z pewnością się przydaje, bo po tej wpadce zawodnicy ŚLA szybko się pozbierali i do końca rozgrywek odnieśli same zwycięstwa.

  Niewiele brakowało, a „Biała” ekipa powalczyłaby o najwyższe cele, przynajmniej o trzecie miejsce. Może gdyby początek sezonu był tak udany, jak runda rewanżowa, inaczej wyglądałaby sytuacja ŚLA. W każdym razie nie ma co gdybać, bo miano piątej drużyny w lidze, czyli znaleźć się w Top5, to również spore osiągnięcie. W pogoni za podium o znalezienie się wśród najlepszej trójki strzelców wziął udział także Daniel Nowak. Najlepszy snajper ŚLA zdobył 46 goli i minimalnie przegrał rywalizację zajmując czwartą lokatę.

FC Załęże – Co poszło nie tak?

   Po rundzie jesiennej FC Załęże było wliczane do puli tych zespołów, które będą w stanie powalczyć o „pudło”. Nikt nie wróżył im mistrzostwa, ale by trochę namieszać silniejszym od siebie, czemu nie? Pierwsze spotkania na plus, w sam raz na rozgrzewkę, by następnie stoczyć bój z przyszłą czołówką. Remis z 1FC Katowice i porażki z KM, ŚLA oraz Katowicami C.F. przyprawiły ekipę Michała Buciora o zawrót głowy. Taki mocny wstrząs był potrzebny, by umożliwić drużynie powrót na właściwe tory. Siedem kolejnych meczów i tyle samo zwycięstw podrzuciły Załęże na wyższe szczebla ligowej drabiny. Przed zakończeniem rundy jesiennej porażka z FC Under Forest niewiele zmieniła i wciąż obsadzała załęską ekipę wśród czołówki.

  Lepsze miało nadejść wiosną i mimo iż tak źle nie było, bo Zieloni nadal punktowali swoich rywali, to czegoś w efekcie końcowym zabrakło. Zwycięstwo 7:4 nad 1FC Katowice, czy trzybramkowe remisy z KM oraz ŚLA świadczą przecież o świetnej formie Michała Buciora i spółki, która trzeba zauważyć z biegiem czasu gdzieś zanikała. Chociażby remis z Crazy Boys 24 oraz porażki z Pro Amators, Golden Lions i Veni Vidi Vici z pewnością należały do wielkich niespodzianek, decydujących w głównej mierze o powolnym schodzeniu na niższe kondygnacje ligi. Różnica punktowa w stosunku do czwartego i piątego miejsca stawała się coraz większa, co usadowiło FC Załęże ostatecznie na szóstej lokacie.

  Co poszło nie tak? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, zważywszy, że mamy do czynienia z drużyną doświadczoną, potrafiącą w dobrym stylu rozegrać spotkanie. Być może powodem była chwila dekoncentracji, braków kadrowych, lub po prostu słabszej formy. W każdym razie końcowy wynik nie jest zły i w przyszłym sezonie spodziewajmy się, że zaprocentuje o wiele lepszą grą.

Max Elektro Team – bezpieczna siódemka

   Drużyna Max Elektro Team przystąpiła do rozgrywek jako debiutant i wśród doświadczonych ekip spisała się na piątkę, a właściwie na siódemkę, bo taką ostateczną lokatę zajęła na drugoligowej drabinie. Co prawda początek sezonu zaczęli fatalnie, ale tylko dlatego, że los przydzielił im silniejszych rywali. Pierwsze koty za płoty i z biegiem czasu zawodnicy zaczęli się wdrażać w zawody. Debiutanckie trzy punkty z Crazy Boys 24 w czwartej kolejce i urwany punkt w meczu z Pro Amators były zwiastunem dobrej passy. Na uwagę zasługuje również bezbramkowy remis z Wybrzeżem Klatki Schodowej, który miał miejsce 27 października 2019 roku podczas dziewiątej kolejki. Ten wynik przeszedł do historii rozgrywek Katowickiej Ligi Szóstek, gdyż żadnym drużynom nie udało się do tej pory osiągnąć takiego rezultatu. Max Elektro stali się również pierwszymi pogromcami ówczesnego lidera rundy jesiennej, KMu Katowice. Gospodarze pokonali faworytów 3:1 i tym sukcesem przyczynili się do stopniowego zrzucania katowickiego zespołu z ligowych szczebli.

  Biorąc pod uwagę terminarz, w starciach z silniejszymi od siebie rywalami, czyli praktycznie z czołówką tabeli Biało-niebiescy niestety przegrywali, ale za to smak goryczy rekompensowali sobie zwycięstwami nad resztą ligowej obsady. Finalne siódme miejsce stanowiło bezpieczną przystań dla dobrze zorganizowanego debiutanta oraz podkreślało jego istniejący potencjał. Na koniec warto wspomnieć o wzorowej postawie bramkarza Max Elektro Team, Marcinie Sularzu, który został wybrany najlepszym golkiperem ligi.

Poza granicami trzydziestki…

   Veni Vidi Vici, Wybrzeże Klatki Schodowej oraz Scousers to trzy zespoły, które nie tylko ukończyły miejsca kolejno od 8-10, lecz również zamknęły tabelę w strefie powyżej trzydziestu punktów. Jedna cecha, która łączyła poszczególne ekipy to nieprzewidywalność, ponieważ potrafiły z mocnym akcentem naprzykrzyć się pozostałym rywalom.

 Do największych sukcesów VVV należało zatrzymanie Pro Amators (3:3) oraz niespodziewane zwycięstwo nad FC Załęże (4:3). Wybrzeże Klatki Schodowej dokonało niemożliwego remisując w historycznym pojedynku bezbramkowo z Max Elektro Team czy podwójnie z Katowicami C.F. (3:3), stając się tym samym zmorą wicemistrza. Natomiast Scousers na swoje pochwalne konto mogą zaliczyć dwa triumfy nad Pro Amators, wygraną z Max Elektro oraz wyszarpany cenny punkt w meczu z ŚLA (4:4). Do tego worka „sukcesów” warto dorzucić drugi w historii rozgrywek Katowickiej Ligi Szóstek mecz zakończony bezbramkowym remisem, gdzie przeciwnikiem były rezerwy Silesii Katowice.

 Jak widać omawiane zespoły potrafiły błysnąć geniuszem i nieźle zamieszać w szykach wyżej notowanych przeciwników. Resztę pojedynków toczyli miedzy sobą oraz przede wszystkim z drużynami równymi sobie, bądź będących w zasięgu ich ręki. W efekcie czego w ostatecznym rozrachunku zajęły solidne miejsca w środku tabeli.

Bliscy czerwonej otchłani…

   Kolejna trójka zuchwale i na własne życzenie zaglądała w paszczę lwa, a właściwie próbowała ze wszystkich sił uniknąć spotkania z czerwonym pazurem drapieżnika. Rezerwy Silesii Katowice, Crazy Boys 24 i Golden Lions, to ekipy, które balansowały w pobliżu czerwonej strefy.

 Do wyczynów godnych uwagi i wartych przypisania Silesii II Katowice z pewnością można zaliczyć wygrany aż 9:2 pojedynek ze Śląskimi Laboratoriami Analitycznymi w szóstej kolejce oraz bezbramkowy remis ze Scousers w osiemnastej kolejce, który jednocześnie przeszedł do historii KLS. Ich gra jednak w ogólnym podsumowaniu pozostawiała wiele do życzenia, aczkolwiek swoje prace domowe odrobili, co pozwoliło na zrealizowanie planu minimum.  

 W przypadku Crazy Boys 24 sytuacja ma się nieco ciekawiej. Bowiem „Szaleni Chłopcy” w poprzednim sezonie zajęli pierwsze miejsce w grupie spadkowej. W bieżących rozgrywkach spisywali się o dziwo nieco słabiej, będąc nawet blisko dna tabeli, lecz w pewnym momencie sezonu dostali natchnienia. Olśnienie, przebłysk geniuszu nastąpił w 21. kolejce, gdy zuchwale zdeklasowali KM Katowice aż 18:5, by następnie pokusić się o punkt w potyczce z FC Załężem (2:2). W 24. i 25. kolejce postanowili ośmieszyć obronę ŚLA (4:2) oraz Pro Amators (8:3), co tylko podkreśliło nieprzewidywalność Czerwono-granatowych. W dużej mierze ojcami sukcesu byli: Paweł Pluszke i Marek Kozień. Taka forma w rundzie rewanżowej sprawiła, że Crazy Boys powędrowali w bezpieczne miejsce.

 Ekipą, której jeszcze udało się uciec spod gilotyny były „Złote Lwy”. Golden Lions, podobnie jak poprzednicy w ubiegłych rozgrywkach, dzielnie walczyli w grupie spadkowej finalnie zajmując trzecie miejsce. Sezon 2019/2020 już był o wiele bardziej wymagający, zrzucając „Goldenów” do  strefy spadkowej. I trochę czasu tam spędzili. Oczywiście w swoim tempie łowili każde możliwe oczka z rywalami z dolnej części tabeli. Natomiast na pierwsze trzy punkty doczekali się w dwunastej kolejce, gdzie wygrali 3:1 z Pro Amators. Niespodzianką był także nieco późniejszy dwubramkowy remis z Wybrzeżem Klatki Schodowej, czy sensacyjny sukces w starciu z FC Załężem zakończony wynikiem 3:1. W dodatku wykorzystując kuriozalną sytuację, z jaką spotkali się Pro Amators, o czym słów kilka za chwilę, a także słabszą formę Finimondo, szczęśliwie wypłynęli na powierzchnię i opuścili czerwoną strefę.

 

  Spadku cudem uniknął, a właściwie znalazł się w strefie barażowej jeszcze ostatni zespół tego rozdziału –Finimondo. Gra Białych miała sporo pewnych niedociągnięć, jednym słowem ktoś musiał być dostawcą punktów i niestety los rzucił na głęboką wodę właśnie Finimondo. Aczkolwiek nie można odmówić drużynie zawziętości i walki do samego końca. Zwłaszcza, gdy w siedemnastej kolejce sensacyjnie zaskoczyli Katowice C.F. odnosząc zwycięstwo 6:3. Po tym spotkaniu złapali Pana Boga za nogi i z meczu na mecz zaczęli zadziwiać rywali. Trzy punkty z Crazy Boys 24, remis z Pro Amators, triumf nad Golden Lions i jeszcze w 23. kolejce pokonali Wybrzeże Klatki Schodowej. Dobra passa minęła i nastąpiła powtórka z rozrywki, czyli zbieranie coraz to cięższych ciosów. Swoje pięć minut Finimondo miało, jak każdy w tym sezonie, ale w większości musiało uznawać wyższość silniejszych od siebie.

Rezygnacja i dyskwalifikacja

   Drugą ligę zamykają drużyny, które zakończyły sezon w nietypowy sposób. Przejdźmy najpierw do teamu Les BG, reprezentowanego w głównej mierze przez Francuzów. Patrząc na statystyki zostali najsłabszą drużyną zaplecza. Stracili rekordową ilość 240 bramek, przy czym zdołali strzelić tylko 44. Ponadto odnieśli dwa zwycięstwa: ze Scousers i Golden Lions oraz odnotowali jeden remis, z rezerwami Silesii. Ani przez chwilę nie opuścili dna tabeli. I podobnie, jak w pierwszej lidze miało to miejsce w przypadku TS RLŚG Katowice, tak tutaj – wskutek sytuacji związanej z obostrzeniami, kontuzjami i brakami kadrowymi – Les BG postanowiło we wrześniu już nie wracać na „rapidowskie” boiska. Każde ich pozostałe mecze zostały zatem zakończone walkowerami na korzyść poszczególnych zespołów ligi.

  Inaczej sprawa ma się z Pro Amators, którzy po rundzie jesiennej ustatkowali się w środku tabeli i drużyna ta miała potencjał na stopniowe wchodzenie po szczeblach drugiej klasy rozgrywkowej. Co ciekawe w poprzednim sezonie zajęli fotel wicelidera grupy spadkowej. Pro Amators miewali wzloty i upadki. Potrafili stawić czoła Max Elektro Team, czy konkurentom z górnej półki. Pokonali  1FC Katowice, KM Katowice, FC Załęże, czy nawet niespodziewanie przyszłego mistrza, FC Under Forest. Problemy związane z brakami kadrowymi stanowiły główny powód ich słabnącej w końcówce sezonu formy. Aż w 27. kolejce zmuszeni byli oddać mecz z Golden Lions walkowerem. Sytuacja powtórzyła się w dwóch następnych tygodniach, efektem czego – wedle regulaminu Katowickiej Ligi Szóstek paragrafu 4. i punktu 18. mówiącego o trzykrotnym braku wstawienia się na spotkanie – organizatorzy postanowili o wykluczeniu Pro Amators z rozgrywek. I w ten nieprzyjemny dla wszystkich sposób pożegnaliśmy się z dobrą drużyną, która miała predyspozycje ku temu, by nieźle namieszać.

Podziękowania

Podobnie, jak w przypadku SSC Zamkowe, pragniemy podziękować drużynie Nikisz Thunders za udział w rozgrywaniu meczów towarzyskich z drugoligowymi ekipami. Zastępca Les BG bardzo dobrze radził sobie w bezpośrednich pojedynkach nieraz sprawiając efektowne niespodzianki. To tylko przygotowało goszczący na „rapidowskich” boiskach Nikisz do rywalizacji w nadchodzącym sezonie.

Klasyfikacja strzelców

Królem strzelców drugiej ligi KLS został Mateusz Rawicki (FC Under Forest), który zdobył 82 gole. Drugie miejsce, z 60 bramkami, zajął jego kolega z drużyny – Mateusz Muller. Z kolei Piotr Górski z 47 trafieniami może winszować trzecie miejsce podium.

NAGRODY

Nagrody drużynowe oraz indywidualne zostały sponsorowane przez: 

1 liga

PozycjaDrużynaZRPPKT
1254179
2242474
3213666

Nagrody indywidualne:

Najlepszy gracz defensywny – Denys Zharikov (Katowice C.F.) 

Najlepszym graczem defensywnym drugiej ligi został 28-letni Denys Zharikov. Obrońca wicemistrza w 26 występach zdobył 34 gole i aż 37 razy asystował przy bramkach kolegów. Za swoją zadziorną i nieustępliwą postawę aż sześciokrotnie został nagrodzony w szóstce tygodnia.

 

Najlepszy gracz ofensywny – Piotr Górski (KM Katowice)

Najlepszym graczem ofensywnym został Piotr Górski z KM Katowice. Osiemnastolatek w 21 występach strzelił 47 goli, co dało mu trzecie miejsce w generalnej klasyfikacji strzeleckiej. Ponadto zanotował 25 asyst. W szóstce tygodnia miał okazję pojawić się tylko raz.

Najbardziej wartościowy gracz dla drużyny – Marek Todorski (KM Katowice)

Najbardziej wartościowym graczem dla drużyny został Marek Todorski. 20-letni obrońca KMu wystąpił w 24 meczach, w których zdobył 42 gole i zaliczył 26 asyst. Jego świetna gra, zarówno w ofensywie, jak i defensywie została zauważona, w efekcie czego cztery razy umieszczono jego nazwisko w szóstce tygodnia.

Najlepszy młody zawodnik – Mateusz Muller (FC Under Forest) 

Najlepszym młodym zawodnikiem drugiej ligi został 21-letni obrońca FC Under Forest, Mateusz Muller. Ten ofensywnie usposobiony defensor w 24 występach strzelił 60 goli, co dało mu tytuł wicekróla strzelców, a przy tym zanotował 47 asyst. Dzięki swojej boiskowej wszechstronności czterokrotnie powędrował do szóstki tygodnia.

Najlepszy bramkarz – Marcin Sularz (Max Elektro Team) 

Najlepszym bramkarzem drugoligowych rozgrywek został 27-letni Marcin Sularz z Max Elektro Team. Mierzący 183 cm golkeeper wystąpił w 26 spotkaniach, w których zdołał zaliczyć 9 asyst oraz dwukrotnie pokonać bramkarza swoich rywali. Świetnie grający w polu zawodnik i niebojący się ryzyka za swoją postawę został nagrodzony pięcioma nominacjami w szóstce tygodnia.

Najlepszy asystent – Mateusz Sielski (1FC Katowice) 

Najwięcej asyst, bo aż 59, zanotował 29-letni pomocnik 1FC Katowice – Mateusz Sielski. Ten niezwykle uzdolniony technicznie piłkarz na swoje konto dołożył także 23 gole. Jego kreatywność i spokój na boisku można było zauważyć w 27 ligowych pojedynkach. To wszystko sprawia, że w szóstce tygodnia pojawił się pięć razy.

Najlepszy strzelec/ MVP Ligi – Mateusz Rawicki (FC Under Forest)

Najlepszym strzelcem i zarazem najlepszym zawodnikiem drugiej ligi KLS został Mateusz Rawicki. 21-letni napastnik FC Under Forest w 26 występach zdobył 82 gole oraz popisał się 53 asystami. Strzelecki talent i udział przy budowaniu akcji nagrodził młodego zawodnika awansem do szóstki tygodnia, w której znalazł się pięciokrotnie.