Uwolnić Barabasza 5-1 Silesia United

Ciężko było wskazać faworyta tego spotkania, natomiast przed niedzielną kolejką w nieco bardziej uprzywilejowanej sytuacji był zespół Silesii United, który w ostatnich kolejkach prezentował się naprawdę nieźle. Od pierwszej minuty atakował jednak ich rywal – Barabasz, który dość szybko wyszedł na prowadzenie po wspaniałej, indywidualnej akcji Michała Hamerskiego. Dominacji nie udało się przypieczętować następną bramką, co pozwoliło Silesii na odrobinę swobody i wyrównanie stanu meczu w 17 minucie po dość niefortunnej bramce Mateusza Czarnoty. W drugiej połowie obraz spotkania wiele się nie zmienił – oglądaliśmy bardzo aktywną grę Barabaszy, jednak na kolejną bramkę musieliśmy poczekać aż do 36 minuty, w której Tytus Szczepaniak świetnym podaniem uwolnił Patryka Bożka, który pewnym strzałem pokonał bramkarza Silesii. Tym razem Barabasze poszli za ciosem, a dwie minuty później mieliśmy już 3:1 po bramce Szczepaniaka. W końcówce Barabasz nie odpuszczał, co poskutkowało dwiema bramkami – na listę strzelców wpisali się Kuba Tumidajski oraz Kamil Kuś. Finalnie drużyna Uwolnić Barabasza dość gładko pokonuje wyżej notowanego rywala, dzięki czemu przeskakują Silesię w tabeli o jedno oczko.

FC WTS 1-2 Nankatsu

Jeden z dwóch hitów minionej kolejki, czyli pojedynek drugiej oraz trzeciej drużyny w tabeli. FC WTS w tym sezonie radzi sobie świetnie i naprawdę wielka szkoda, że przydarzyła im się głupia wpadka z zespołem Silesii United, ponieważ na ten moment mogli tracić zaledwie jedno oczko do zespołu z Bogucic. Nankatsu również może z dumą patrzeć w tabele i realnie myśleć o przynajmniej miejscu na podium na koniec sezonu. To niezwykle interesujące spotkanie rozpoczęło się z wysokiego C, ponieważ już w 3 minucie niezawodny Nicolas Sprus skierował piłkę do bramki strzeżonej przez Szymona Buszkę. FC WTS chciało pójść za ciosem, o czym świadczyła spora aktywność ekipy w zielonych strojach, na połowie rywala, jednakże żaden z młodych piłkarzy z Witosa nie znalazł drogi do drugiej bramki dla swojego zespołu. W pierwszej połowie bramek już nie zobaczyliśmy, natomiast druga odsłona meczu przyniosła nam kolejne, dość szybkie trafienie Nicolasa Sprusa, który ponownie w tym spotkaniu wykorzystał podanie Tomasza Kołka. Dwubramkowe prowadzenie wprowadziło nieco luzu w grze WTS-u, który z jednej strony pomagał im stwarzać kolejne sytuacje na boisku, ale też zdekoncentrował ich w 41 minucie, w której Grzegorz Chełminiak wykorzystał zamieszanie w polu karnym młodzików z Witosa, zdobywając bramkę kontaktową. Niestety, Nankatsu nie udało się dogonić rywala, który zasłużenie wygrał to spotkanie i zainkasował ważne trzy punkty w ligowej tabeli. Dzięki temu zwycięstwu, FC WTS przybliża się do AC Bogucice na odległość czterech punktów, ale to by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywne informacje, ponieważ za ich plecami czają się zespoły Golden Team, Studencka Moc oraz ich niedzielny rywal – Nankatsu.

Old Stars Team II 2-3 Gwiazda Borki

Przed tym spotkaniem pisaliśmy, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że to spotkanie będzie przepustką dla zespołu Old Stars do zagoszczenia na dobre w górnej części tabeli. Cóż – bardzo się pomyliliśmy. Gwiazda w końcu poparła swoją grą konkretną zdobyczą punktową i trzeba przyznać, że punkty zdobyli z niebyle kim. Spotkanie rozpoczęło się od pełnej dominacji Borków, która została udokumentowana w 5 minucie bramką Patryka Wojdy. Old Stars starali się odwrócić losy spotkania, jednak na bramkę wyrównującą musieli pracować aż do 24 minuty, w której Jacek Juraszek stanął sam na sam z bramkarzem Borków, pewnie strzelając po krótkim rogu. Stracona bramka podziałała motywująco na zespół Dawida Zborowskiego, który już w pierwszej akcji po zmianie stron przywrócił korzystny wynik, który widniał przez prawie całą pierwszą połowę, a na listę strzelców wpisał się Grzegorz Nguyen Khac. Trzy minuty później mieliśmy ponownie remis – Marcin Siekiera wykorzystał świetną kontrę swojego zespołu. Gdy wydawało się, że wynik końcowy będzie remisowy to w ostatniej minucie spotkania Oliwier Sitko uderzył tuż przy słupku i przypieczętował sensacyjne trzy punkty dla swojego zespołu. Dzięki temu zwycięstwu ekipa Gwiazdy przynajmniej na dwa tygodnie przestaje świecić na czerwono, ale pozycja barażowa na pewno ich nie satysfakcjonuje.

TS RŚLG Katowice 6-6 AC Bogucice

Wielki hit dziesiątej kolejki na pewno nas nie zawiódł. AC Bogucice swoją grą od początku sezonu wysyłają sygnał innym drużynom, że interesuje ich tylko mistrzostwo ligi. Aby ten cel się ziścił trzeba pokonać wiele świetnych drużyn i takim rywalem na pewno jest wicemistrz z zeszłego sezonu – bardzo doświadczona drużyna Górników. Spotkanie rozpoczęło się po myśli ekipy Sebastiana Nowickiego – w drugiej minucie spotkania Łukasz Dębski wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać – trzy minuty później Dawid Stawski odnalazł w polu karnym niepilnowanego Karola Borysiuka i mieliśmy już remis. W końcówce pierwszej odsłony spotkania większym wyrachowaniem popisała się drużyna Dawida Synala – najpierw w dwudziestej minucie bramkarza Górników pokonał Łukasz Guzy, który cztery minuty później zaliczył asystę przy trafieniu Patryka Stefaniaka, dzięki czemu AC Bogucice schodziło na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem. Żółto-czarni równie mocnym uderzeniem rozpoczęli drugą połowę – dwie minuty po wznowieniu ponownie piłkę w bramce umieścił Guzy. Szybka odpowiedź Łukasza Dębskiego nie ostudziła zapału Bogucicom i w 36 minucie spotkania mieliśmy ponownie trzybramkową przewagę – ponownie do bramki rywala trafił Stefaniak. Gdy wydawało się, że już nic nie może zagrozić drużynie Dawida Synala, do roboty ponownie wziął się Łukasz Dębski – absolutny bohater tego spotkania. W 38 minucie skompletował hat-tricka, a w 45 minucie asystował przy trafieniu Mateusza Malca. Kontakt nie trwał długo, ponieważ dosłownie minutę później Dębski trafił ponownie, niespodziewanie wyrównując wynik spotkania. Ta bramka była jak woda na młyn dla Bogucic, którzy na fali wściekłości szybko wyszli na ponowne prowadzenie, a swoją trzecią bramką uraczył nas Patryk Stefaniak, jednak w ostatniej akcji meczu ponownie ujawnił się geniusz Łukasza Dębskiego, który pokonując bramkarza rywala uratował cenny punkt dla swojej drużyny. Było to spotkanie na naprawdę wysokim poziomie, po którym Bogucice na pewno plują sobie w brodę. Wyczynu Rawy z zeszłego sezonu nie uda się powtórzyć, ale na pewno ten wynik niczego nie zmienia – Dawid Synal i jego podopieczni są faworytem do wygrania ligowych rozgrywek.

Old Boys Witosa 1-5 KS Silesia Katowice

Obecny mistrz rozgrywek KLS – Old Boys Witosa – na pewno nie nawiązują w tym sezonie do złotych czasów swojej świetlności. Pomimo dość zaskakująco słabej dyspozycji, zespół Daniela Szocika był faworytem w spotkaniu z KS Silesią Katowice, stąd wysoka porażka nad żółtymi była dla wszystkich mimo wszystko zaskoczeniem. Bohaterem spotkania został strzelec trzech bramek – Tymoteusz Dziwisz, jednak na uznanie zasługuje również Adam Kincel, który dołożył do dorobku swojej drużyny bramkę oraz zaliczył dwie asysty. Old Boys Witosa mogli w tym meczu uśmiechnąć się tylko raz – w 50 minucie spotkania, kiedy to zdobyli bramkę honorową, po której mecz został zakończony. Blamaż Daniela Szocika i jego ekipy na pewno wpłynie na nich motywująco i za tydzień stara gwardia z osiedla Witosa postara się wrócić na odpowiednie tory.

Golden Team 4-2 Internationals Katowice & Club Ju

Obie ekipy znają się jak stare konie, a ich boje zachwycały nas w zeszłym roku w zmaganiach drugoligowych. W tym roku dużo się jednak zmieniło – Golden Team walczy o jak najwyższą pozycje w ligowej tabeli, natomiast Internationals zajmują ostatnią pozycje w ligowej tabeli, a ich sytuacja wygląda naprawdę nie za ciekawie. Na boisku jednak oglądaliśmy zupełnie inny mecz, który był naprawdę wyrównany. Strzelanie rozpoczął Golden Team – w 14 minucie spotkania wynik otworzył Daniel Kurek. Dwie minuty później mieliśmy już remis – szybką odpowiedź zaadresował do bramki rywala Alex Bruce. W następnej akcji ponownie mieliśmy piłkę w bramce – tym razem trafili Goldeni, którzy uruchomili swoje największe działo – Roberta Kocura. Ostatnie zdanie w pierwszej odsłonie należało także dla Złotych – Dominik Cieślak minutę przed gwizdkiem na przerwę pokonał bramkarza Internationals. W 33 minucie było praktycznie po meczu po bramce Szymona Bandury, jednak Internationals nie odpuszczało i pięć minut później na listę strzelców wpisał się Nabil Boukarch. Wynik nie uległ już zmianie, ale na pewno spodziewaliśmy się większej dominacji Golden Team – czasem zabrakło im po prostu szczęścia, ale to samo możemy powiedzieć o Międzynarodowych.

Studencka Moc 4-3 Kreple Ochojec

W zapowiedzi kolejki wspomnieliśmy o wyrównanych bojach obu drużyn w zeszłym sezonie i jak widać obie ekipy wzięły sobie to do serca. Sytuacja Krepli wygląda dramatycznie – 6 porażek z rzędu na pewno zmobilizowało czerwono-czarnych do walki z wyżej notowanym rywalem, który w tym sezonie walczy o najwyższe ligowe cele. Początek zwiastował dość jednostronny przebieg spotkania – Studenci dominowali, tworząc z minuty na minutę, coraz to groźniejsze sytuacje, których finał zaprowadził ich do dwóch trafień Maksyma Kravetsa – w 7 oraz 16 minucie spotkania. Mało kto się spodziewał, że Kreple postawią się rywalom, ale tak się stało – najpierw w 19 minucie spotkania kontaktową bramkę zdobył Daniel Lipok, a minutę później mieliśmy już remis za sprawą Maćka Kadzimierza. W drugiej połowie ponownie aktywniejsza była ukraińska formacja, a w 31 minucie ponownie na prowadzenie swój zespół wyprowadził Maksym Kravets, który kilka minut później wyłożył świetną piłkę Artemowi Hanonovi w dość szybko zrobiło nam się 4:2. Kreple przykładem z pierwszej połowy, rzuciły się do odrabiania strat, i już minutę później ponownie mieliśmy kontakt – bramkarza Studenckiej Mocy pokonał Arystian Inglot. W ostatnich minutach obie ekipy szukały swoich szans pod bramką rywala, jednak wynik nie uległ już zmianie, a Studencka Moc nie bez problemów, zainkasowała kolejne trzy punkty na swoje konto. Dla Krepli to już siódma z rzędu porażka, ale trzeba przyznać, że dwa ostatnie spotkania wyglądały już trochę lepiej i kto wie – może czerwono-czarni wrócą na dobre tory? Pora się obudzić!

KKS Rawa Katowice 5-5 MKS Balkony

Rawa również w tym sezonie zawodzi i ponownie schodzili rozczarowani – tym razem po spotkaniu z solidną drużyną MKS Balkony. Na początku wszystko wyglądało dobrze – pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:1 dla KKS i wydawało się, że będzie to łatwe zwycięstwo ekipy Krzysztofa Bieleckiego. Na boisku brylowali Piotr Makowski oraz Adrian Łukasik, którzy zaliczyli po jednym trafieniu i asyście, a obok nich na liście strzelców wpisali się Krzysztof Bielecki i Patryk Bajor. Druga połowa rozpoczęła się od gonitwy MKS-u – do bramki Rawy trafiali Paweł Pestka oraz Grzegorz Jezierski, ale na ich trafienia szybko odpowiedział Tomasz Brzuchacz. Gdy wydawało się, że Rawa dowiezie dość mało pokaźne zwycięstwo, do gry ponownie wkroczyły Balkony, którzy dzięki trafieniom Bartka Makosia oraz Arkadiusza Bywalca wyrównali wynik spotkania, utrzymując go do ostatniego gwizdka. Dla Rawy to na pewno kolejna, gorzka pigułka do przełknięcia, a MKS punkt, po punkcie buduje swoją pozycje w środkowej części tabeli.