1 Liga

FC WTS  5:10 (2-5) Silesia United 

Przed tym spotkaniem raczej oczywistym typem było dość pewne zwycięstwo zespołu FC WTS. Młodziki z Witosa jednak przykładem z zeszłego sezonu notują porażkę, która na pewno w ich mniemaniu – nie powinna się wydarzyć. Silesia zaczęła z wysokiego „C” – już w drugiej minucie spotkania piłkę do siatki wpakował Wojciech Bednarz. Chwilę później mieliśmy już 2:0 po bramce Piotra Bednarza, który ponownie zmusił bramkarza WTS-u do kapitulacji w piętnastej minucie. Po jednym trafieniu dołożyli również Mateusz Czarnota oraz Marcin Maszka i na nic się zdały bramki Bartka Chwili i Sylwestra Sobczyka, bo po pierwszej połowie Silesia deklasowała rywali aż 5:2. Druga połowa rozpoczęła się od spodziewanego, zmasowanego ataku FC WTS, który poskutkował szybką bramką Bartka Chwili. Niestety, był to ostatni pozytyw tego wieczoru dla ekipy w zielonych strojach. Silesia kontrolowała mecz i co parę minut dokłada kolejne bramki. Najpierw odpowiedział Maszka, a kilka minut po nim dokładali Czarnota oraz ponownie Maszka. W końcówce rywala dobili Michał Bednarz, wspólnie z Dawidem Kneciem i na nic się zdała bramka rozpaczy Sobczyka. Finalnie na początek piątej serii zmagań mamy sensację – Silesia United zdobywa swoje pierwsze punkty, a FC WTS może sobie pluć w brodę, bo ponownie czeka ich gonitwa za czołówką i to niestety z ich własnej winy.

 

Studencka Moc 4-2  (2-2) TS RŚLG Katowice 

Ukraińska formacja przyjechała na RAPID bardzo zmotywowana, ponieważ sezon rozpoczęli dobrze, a ich aspiracje, czyli minimum podium ligowe póki co mają realne pokrycie w postaci świetnych wyników. W niedzielę czekał ich mecz z rywalem najwyższego kunsztu – TS RŚLG Katowice to ekipa, przed którą zadrży każdy w Katowickiej Lidze Szóstek. Nieco zdziesiątkowany skład Górników (brak Mateusza Malca, Łukasza Dębskiego) świetnie rozpoczął spotkanie, ponieważ już w czwartej minucie Maksyma Kisielova pokonał Ariel Afeltowicz. Studenci odpowiedzieli ze zdwojoną siłą – w 12 minucie spotkania Maksym Kravets świetnie obsłużył podaniem Anatoliego Pikaluka i mieliśmy remis, a chwilę później ponownie Kravets rozprowadził akcję swojej drużyny, a jego podanie na bramkę zamienił Jakub Borowski. Świetna środkowa część pierwszej połowy sprawiła, że zabrakło nieco sił w końcówce, co wspaniale wykorzystał Tomasz Baran w 22 minucie, dzięki czemu na przerwę Górnicy schodzili z wynikiem remisowym. Niestety była to ich ostatnia bramka w tym spotkaniu – okazji było kilka, ale świetnie dysponowany Maksym Kisielov nie pozwolił Studenckiej Mocy na stratę bramki. Prawdziwym architektem zwycięstwa Studentów był ponownie Kravets, który w 30 minucie zaliczył swoją 3 asystę przy bramce Borowskiego. W końcówce meczu udało się ukąsić rywala jeszcze raz – Anatoli Pikaluk ustalił wynik spotkania na 4:2. Świetne spotkanie i na pewno Studencka Moc może optymistycznie patrzeć pod kątem przyszłych kolejek. RŚLG na pewno bije się w pierś i będą chcieli powetować sobie niedzielną porażkę w następnych kolejkach.

 

AC Bogucice 7-2  (4-0)  Gwiazda Borki  

AC Bogucice z kolejnym, pewnym zwycięstwem. Ekipa Daniela Synala była zdecydowanym faworytem starcia z Gwiazdą Borki, która okupuje miejsce w strefie spadkowej. Na pierwsze bramki musieliśmy trochę poczekać, ale trzeba przyznać, że jak już Bogucice worek rozwiązali, to bramkarz Gwiazdy wyciągał piłkę z bramki kilkukrotnie. Strzelanie zaczął Damian Czapliński w 11 minucie, chwile później dwie bramki dołożył Karol Borysiuk, a wynik pierwszej połowy ustalił Daniel Kuliga. Na początku drugiej odsłony obudziła się Gwiazda, a w jej imieniu odpowiedział Oliwier Sitko. Zapędy młodej ekipy zostały jednak szybko ostudzone po bramkach Dawida Stawskiego i Jakuba Rumasa. W końcówce dla Borków trafił ponownie Sitko, a wynik w ostatniej akcji meczu ustalił Jakub Rumas. Dość pewne zwycięstwo Bogucic, ale w tym wypadku nie tak okazałe jak tydzień temu. Gwiazda większych szans nie miała, ale zaprezentowała się naprawdę nieźle i wydaje się, że szybko powinni zacząć zdobywać większe ilości punktów.

 

Nankatsu 1-1  (1-0) Old Boys Witosa  

Kolejne szalenie interesujące zestawienie z zeszłej niedzieli. Wicelider, świetnie prezentująca się ekipa Nankatsu, podejmowała o 20:00 na boisku A, zeszłorocznego mistrza KLS – Old Boys Witosa. Podopieczni Daniela Szocika zaliczyli spory falstart na początku sezonu i na pewno ciężko będzie powtórzyć niewiarygodny wynik z poprzedniej kampanii. Pierwszym krokiem do powrotu na salony miało być zwycięstwo z Nankatsu. Mecz miał być naprawdę twardy i nie przeliczyliśmy się. Obie ekipy świetnie prezentowały się w obronie i finalnie padły tylko dwie bramki – wszystkie w pierwszej połowie. Pierw trafiło Nankatsu, które w piątej minucie wyszło na prowadzenie za sprawą Grzegorza Chełmiaka. Odpowiedź nadeszła dopiero w końcówce pierwszej odsłony, a jej autorem był Daniel Wodniok. Obie ekipy stworzyły sobie szereg dobrych sytuacji, jednak zabrakło im nieco skuteczności. Na pewno zarówno Daniel Szocik, jak i Paweł Krotkiewicz plują sobie w brody, jednak wynik remisowy wydaje się być sprawiedliwy.

 

MKS Balkony 2-6  (0-5) Golden Team  

To miała być ciężka przeprawa dla Złotych, a okazało się dość lekko, spokojnie, rzeklibyśmy – bez problemowo. Wszystko wyjaśniło się w pierwszej połowie, w której dzielił i rządził Damian Kurek – autor trzech bramek oraz asysty dla Golden Team’u. W strzelaniu wsparli go Adam Mróz i Dawid Kobus. Druga połowa zaczęła się od szybkiego trafienia Kobusa i tak naprawdę mecz się mógł zakończyć – ekipa Roberta Kocura spuściła nieco z tonu, szanując piłkę i kreując kolejne okazje. Rozluźnienie nadeszło w końcówce spotkania, co wykorzystał MKS trafiając do siatki rywala dwukrotnie – strzelali Andrzej Brzyski oraz Marek Dziuk. Wynik spotkania do końca się nie zmienił – Golden Team 6-2 MKS Balkony. Ekipa z Paderewy gra mocno w kratkę – raz wygrana, raz porażka. Teraz przyszedł czas na zwycięstwo, z którymi problemu nie mają Złoci, którzy nie zaznali jeszcze smaku przegranej.

 

KS Silesia Katowice 8-2 (4-1)   Uwolnić Barabasza 

Miało być wyrównanie i po walce – było zaskakująco łatwo dla zespołu Silesii. Do całkiem niezłej gry ekipy Grzegorza Zbroi brakowało tylko jednego elementu – punktów. Po niedzieli dorobek znacznie się zwiększył. Spotkanie było bardzo jednostronne i widać było, że Barabasz jeszcze leczy kaca po zeszłotygodniowej katastrofie w meczu z Bogucicami. Szereg prostych błędów sprawił, że Silesia nie miała żadnego problemu z wygraniem tego spotkania. Można byłoby rzec, że Barabasz strzelał sobie samemu. Największym paradoksem całego spotkania jest fakt, że teza o Barabaszu jest słuszna, ale to zespół Silesii stracił obie bramki.. po tak zwanych swojakach. Na szczęście, dwa samobójcze trafienia były niczym w porównaniu do ośmiu bramek zaaplikowanym rywalom, których autorami byli: Troung Giang Can x2, Albert Szymański x2, a po jednym trafieniu dołożyli Krzysztof Dudek, Piotr Rutka, Adam Kincel oraz Marcin Krawuczka.

 

KKS Rawa Katowice 8-3 (2-1)  Internatonials Team Katowice 

Kolejne bardzo jednostronne spotkanie, chociaż w tym przypadku możemy mówić o koncercie jednego zawodnika – Piotra Makowskiego. Najlepszy piłkarz września w KLS i chyba nikogo nie zdziwi teza, że najlepszy w ogóle. Popularny „Maku” zafundował Internationals tęgie lanie, wbijając do ich bramki aż 6 gwoździ, a po jednym z jego strzałów, piłka wpadła do bramki Abadiego Murshida po samobójczym rykoszecie. Na nic zdały się trafienia Mohammeda Amine i Conde Noble. Swoją cegiełkę dołożył również Patryk Bajor i należy również odnotować dobrą postawę Bartka Brożka w bramce Rawy. Ekipa Krzyśka Bieleckiego znowu będzie walczyć o mistrzostwo i nikogo to nie dziwi – po niespodziewanej porażce w pierwszej kolejce, wrócili oni na fotel wicelidera, tracąc do AC Bogucice trzy punkty.

 

Kreple Ochojec 1-6  (0-3) Old Stars Team II 

 Trzy kolejki bez zwycięstwa to stanowczo za dużo dla zespołu Old Stars II. Mecz z Kreplem był świetną możliwością na przełamanie i trzeba przyznać, że „Stare Gwiazdy” były bardzo zdeterminowane by zakończyć złą passę. Świetne spotkanie rozegrał Bartłomiej Mączka – trzy bramki z czego dwie w pierwszej części spotkania pozwoliły ustawić wynik Old Stars pod siebie. Niemniej aktywny pod bramką rywala był Krzysztof Hajduczek, który poza dwoma trafieniami dołożył asystę. Wymiar kary swoją nogą dopełnił Kamil Andrzejewski, który również może pochwalić się dwoma kluczowymi podaniami. Kreple były w tym spotkaniu bardzo zagubione, a trafienie Łukasza Szpaczyńskiego było golem na otarcie łez. Old Stars Team II podnosi się w tabeli, Kreple nadal w środkowej części, jednak z dwoma porażkami pod rząd.

2 Liga

Crazy Boys 24  3:7 (3:2)   1FC Katowice 

Jeszcze przed rozpoczęciem tego spotkania menedżerzy obu drużyn wspólnie ustalili, że rozegrają je systemem turowym. W wyniku uczciwego rzutu monetą pierwsza tura przypadła do 1FC, które nie czekając na nic więcej wykorzystalo okazję i zaserwowalo swoim rywalom dwie szybkie bramki w 4 i 5 minucie. Po kwadransie gry przyszła kolej na Crazy Boys. Rzucili się oni do zaciekłych ataków skwitowanych aż trzema bramkami (15`,18`,19`) wychodząc tym samym na prowadzenie. Zaraz potem obie drużyny ukończyły budowę murów obronnych i postawiły na solidna defensywe. Mecz nie zwolnił, lecz strzały jakoś przestały dosięgać najważniejszego celu. Impas brutalnie w końcówce meczu przerwali napastnicy 1FC – robiąc wyrwę w murach wprowadzili oni chaos w szeregi obronne Crazy Boys’ów i zdobyli aż 5 bramek nie pozostawiając wątpliwości kto zgranie 3pkt. Warto również wspomnieć po stronie 1FC Piotr Wieczorek zdobył hat-tricka.

 

Veni Vedi Vici  1-13  (1:5)  FC Under Forest 

Under Forest wykonuje kolejna piłkarską egzekucję dbając o wizerunek największego postrachu drugiej ligi. VVV patrząc na wynik poradziło sobie minimalnie gorzej niż Golden Lions (1-12) i identycznie jak Scousers (1-13) pomimo, że w bezpośrednim spotkaniu wygrali oni ze Scousers, a w meczu z Golden Lions raczej będą faworytem. Jak widać zawodnicy Under Forest przez ostatnie kolejki nie szukają różnic w rywalach z niższej półki i traktują ich wszystkich po równo. Wśród zawodników z podlesia tym razem najskuteczniejsi byli Szymon Rak, Przemysław Andrejczyk oraz Mateusz Rawicki, a jedyną bramkę dla VVV zdobył Kamil Kobylański.

 

Scousers  5:6  (3:4) Les BG 

Tego się chyba nawet najstarsi górale nie spodziewali! Les BG znani przede wszystkim z walki o rekord straconych bramek odpuścili na chwilę swój główny cel i zdobyli pierwsze 3 pkt w KLS! Cóż to było za spotkanie. Scousers, które lubi grać w kratkę szytą głównie nićmi przegranej potrafi też zagrać naprawdę dobry mecz i pokonać faworyzowanych rywali, jednak tym razem ich zadanie przejęli Francuzi, a zwłaszcza Damian Lorente, który zdobył wszystkie 6 zwycięskich bramek. Scousers nie umieli zatrzymać Damiana i przez to musieli cały czas gonić wynik. W drugiej połowie udało im się dwukrotnie wyrównać, jednak to było za mało, bo późniejsza bramka Lorente w 37′ ustalająca wynik na 5:6 była już ostatnią w tym spotkaniu. 

 

Golden Lions  3:3  (1:2)  Finimondo  

To dopiero był mecz, solidny szlagier drugiej ligi. Finimondo wykorzystało swoją szansę i w pierwszej połowie wpędziło Golden Lions w niemałe tarapaty. Na Goldenach jednak tarapaty w postaci wyniku 0:1 czy 1:2 to chleb powszedni. Bycie jedną bramkę w plecy ani trochę nie przeraziło tej doświadczonej ekipy. Lionsi na drugą połowę wyszli by wygrać i prawie im się to udało. Sprawnie zdobyte dwie bramki w 27 i 33 minucie odwróciły wynik na ich korzyść. Zawodnicy Finimondo robili wszystko, by nie dopuścić do piątej porażki z rzędu (nie mogli przecież zawieść swoich fanów). Takim sposobem Finimondo tak walczyło, aż w końcu wywalczyło. W samej końcówce bo w 47` wyrównującą bramkę zdobył Kamil Wojtyłowicz, a długo oczekiwane wyrównanie podniosło temperaturę końcówki meczu, w której jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Zapytacie czy coś jeszcze się w takim razie wydarzyło? No niezupełnie. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:3, a najskuteczniejsi w pokonywaniu bramkarzy okazali się wcześniej wspomniany Kamil Wojtyłowicz po stronie Finimondo oraz Marek Gnatiuk z Golden Lions.

 

FC Załęże   2:4  (0:3) Śląskie Laboratoria Analityczne 

Śląskie Laboratoria poprzez kolejne zwycięstwo pną się coraz wyżej i wyżej, i na pewno mają ochotę na więcej. FC Załęże w ostatnich paru kolejkach nieznacznie obniżyło swoje loty, ale wygląda na to, że wszystko nadal jest pod kontrolą ich trenera. Wyśmienita gra ŚLA szła w parze z dyktowaniem warunków na boisku. Ze spokojem naukowców prowadzących eksperyment zdobywali oni bramkę za bramką wychodząc w 29` na prowadzenie 0:4 poprzez drugie trafienie Mateusza Semby. W tym momencie drużynie z załęża zapaliła się czerwona lampka – “ej chłopaki trzeba coś z tym zrobić”. Niestety było już trochę za późno na myśli o zwycięstwie, ale za to FC Załęże było jeszcze w stanie chociaż pomęczyć rywali licznymi strzałami, z których dwa w końcu dosięgnęły celu i zatrzepotaly w siatce. 

 

Pro Amators   3:3 (2:2)   MAX Elektro Team 

Niezwykle wyrównane spotkanie, którym MAX Elektro dało kolejny sygnał ostrzegawczy dla innych zespołów. Pomimo słabej sytuacji punktowej będzie trzeba się z nimi liczyć. Wygrana z Pro Amators byłaby prawdziwym hitem kolejki, a Elektrycy wcale nie byli tak daleko tego wyczynu, bo to właśnie oni wiedli prym w strzelaniu bramek, przez co Pro Amators musieli raz za razem gonić wynik. Zdecydowanie najgoręcej zrobiło się po bramce MAX Elektro na 2:3, która padła dopiero pod koniec do tej pory bezbramkowej drugiej połowy, bo w 42`.Jednak nawet to nie było problemem dla tak doświadczonej ekipy jaką jest Pro Amators, której to po udanej akcji w 47` udało się doprowadzić z powrotem do remisu. Najwięcej bramek w tym meczu zdobył Przemysław Smolak z Pro Amators.

 

Bemko Katowice   0:8 (0:5)   KM Katowice 

KM Katowice wygrywa już drugi mecz z rzędu wynikiem 8:0 oddalając się w tabeli od Bemko, które po kolejnej przegranej boleśnie oddala się od fotelu lidera, na którym wygodnie siedziało przez pierwsze parę kolejek. Jak to się mówi – wszystko co dobre szybko się kończy. KM jest obecnie jedną z dwóch drużyn, które mają komplet punktów w drugiej lidze i swoją grą pokazuje motywację na awans do pierwszej ligi. Bemko miało w tym meczu zdecydowaną przewagę liczebną nad KMem, ponieważ na boisku mogliśmy zobaczyć, aż 11 zawodników z ich drużyny. KM pomimo tego, że na mecz przybył w zaledwie 7-osobowym składzie był w stanie wypracować sobie widoczną przewagę na boisku skutkującą pewną grą w obronie i bezwzględnymi atakami. Największym postrachem obrony Bemko okazał się Marek Todorski – zdobywca 2 bramek oraz 2 asyst.

 

Wybrzeże Klatki Schodowej   6:0 (1:0)   KS Silesia B 

Kolejne emocjonujące spotkanie. KS Silesia po niespodziewanym zwycięstwie z VVV w zeszłym tygodniu niestety musi wrócić do szarej normalności. Wybrzeże Klatki Schodowej gra nie do poznania. Właśnie w ciągu 5 meczy zdobyli oni więcej punktów niż przez całą rundę jesienną zeszłego sezonu! Ponadto z pewnego źródła wiemy, iż nawet sami piłkarze WKSu są zdziwieni faktem, że ich bilans bramkowy nadal jest na +. Tylu miłych słów niestety nie możemy obecnie napisać o drużynie Silesii, która jest jeszcze w trakcie szukania swojej życiowej formy. Najwięcej bramek w tym meczu zdobył Dawid Sędkowski.

 

3 Liga

E.T.B Dobre Chłopaki    2:3 (2:1)   V.I.P.  Team Katowice

Ten mecz zasłużył na miano prawdziwego hitu piątej kolejki 3 ligi. Dobre Chłopaki wiedzieli o co grają i wyszli bardzo zmotywowani, co udowodnili strzelając bramkę już w 6 minucie meczu. VIP Team w tym czasie cały czas szukał okazji by odpowiedzieć. Próbowali oni na różne sposoby wykiwać obronę Chłopaków, która przez długi czas grała naprawdę składnie i tym samym pozostawała niewzruszona. W końcu Vipowie znaleźli swój sposób, by się przebić i wyrównali w 19′. Chłopaki nie czekali długo z odpowiedzią i już 3 min później wyszli z powrotem na prowadzenie. Po tak emocjonującej pierwszej połowie ciężko było przewidzieć co przyniesie nam druga część spotkania. Poszukiwanie bramki rywala trwało w najlepsze, jednak żadna z drużyn nie chciała popełnić błędu i dopuścić do zmiany wyniku. Na ratunek Vipom przybył po raz kolejny ten sam napastnik, czyli Maciej Radziejewski dając im powód do radości w 39`. Ostatnie 10 minut meczu pełne było szukania okazji do przechylenia losów spotkania na swoją korzyść, a taką okazję znalazł w samiutkiej końcówce meczu, bo w 50` nie kto inny jak Maciej Radziejewski zdobywając hat-tricka i doprowadzając swoją drużynę do kolejnego zwycięstwa.

 

LGT Family   2:7 (2:3)  Jadymy Chopcy 

Rodzinka LGT pomimo braku punktów na swoim koncie nie dała Chopcom zbyt dużo pola do popisu w pierwszej połowie. Znaczy no może nie wyszli na prowadzenie, ale za to nie tracili za dużo bramek i dodatkowo byli w stanie odpowiedzieć w międzyczasie. 2:3 do przerwy było wynikiem, z którego zdecydowanie można coś wyciągnąć. Druga połowa okazała się jednak mniej przychylna dla LGT. Chopcy nie szczędzili sił ani w ataku ani w obronie. Nie dość, że już nie stracili żadnej bramki to jeszcze zaserwowali rywalom kolejne 4 kończąc spotkanie pewnym zwycięstwem. Najaktywniejszym w strzelaniu bramek Chopcem był Dominik Zięba, który zgarnął 3 trafienia i 2 asysty.

 

Chelsea Kenzo   22:3(10:2)   Dziki Ligota 

Zawodnicy Chelsea po zobaczeniu wyniku Dobrych Chłopaków z zeszłego tygodnia postanowili sprawdzić czy też tak potrafią. No i trzeba im przyznać. Potrafią. Piłka tak często wpadała między słupki Dzików, że aż żal było ją stamtąd wyjmować. Na całe szczęście Dziki nie pozostały zupełnie dłużne swoim rywalom i skoro już wyjmowały piłkę z siatki to zrobiły z niej użytek i za sprawą Kamila Budy zdobyli 3 bramki. Niestety nadal pozostali daleko w tyle choćby za samym Przemysławem Trzciną, który zdobył 8 trafień, nie wspominając o kolejnych 14 dołożonych przez jego kolegów.

 

AKS Górnik Wesoła   1:4(0:0)  FC Kopacze 

Zdecydowanie największe zaskoczenie tej kolejki. Kopacze, których poprzednie mecze nie należały do udanych pokonują świetnie prezentujących się do tej pory górników z AKSu. Sporym zaskoczeniem było samo to, że minuty mijały, a żadna z drużyn nie wychodziła na prowadzenie. Bardzo rzadko mamy okazję oglądać mecze, w których przez pierwsze pół godziny gry nie pada ani jedna bramka. Kolejnym zaskoczeniem było to, że po całym tym czasie to właśnie Kopaczom udało się jako pierwszym dokopać do bramki rywali i jak już się dokopali to z wielkim hukiem. Bezbramkowe spotkanie przerwały nam dwie bomby, minuta po minucie, w 33` i 34`. Widmo przegranej zmotywowały AKS do agresywniejszej gry, dzięki której złapali oni kontakt w 42`, jednak potem znowu do głosu doszli Kopacze. Zdobyli oni kolejne dwie szybkie bramki w 47 oraz 49 minucie zamykając wynik meczu i zgarniając tym samym swoje pierwsze 3 punkty. Najwięcej bramek w tym meczu zdobył Fabio Trevisan.